Archiwum dla Kategorii ◊ Sztuka ◊

Autor: Andrzej
• poniedziałek, 27 Luty, 2012

Nie zaskoczył mnie werdykt Akademii Filmowej. Film „Artysta” okazał się bezkonkurencyjny w kilku kategoriach.

Zaskakujący pomysł i zaskakujący oddźwięk publiczności na czarno biały, film przypominający produkcje przedwojennego kina niemego. W czasach kin 3D, odjechanych efektów komputerowych, gdzie rzeczywistość miesza się z fantazją takie ograniczenie środków wyrazu to wielka odwaga. Ale opłacalna jak pokazuje wczorajsza oskarowa noc.

Tęsknota za prostym przekazem zwyciężyła. Proste środki wyrazu pokonały świat kosmicznej techniki. Jestem pod wrażeniem, gdyż ten film bardzo mi się podobał i  poprzez treść i formę pozostał  w pamięci.

Tak bardzo próbujemy unowocześniać swoje życie i myślenie wymyślając fajerwerki i „techniki” poprawiające życie. Często to co jest dobre, sprawdzone i proste w  wyrazie,  zakurzone czeka na odkrycie.

Proste słowa, proste gesty, zaufanie i wdzięczność mogą pokazać nowy wymiar  naszego „życiowego kina”.

Potrzebna jest odwaga do podjęcia decyzji o życiu zgodnym z zasadami Ewangelii biorąc pod uwagę koszty i zyski. Najczęściej okazuje się jednak, że właśnie o takim sposobie życia marzymy i sprawdza się on w codziennym  życiu.

Scenariusz jest dostępny,  a Oskary za  dobre życie są o wiele bardziej wartościowe.

Polecam film „Artysta”.

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 26 Październik, 2011

Gdybym miał Konstantego zapytać o radę

co robić by dystans zachować do życia

ziewnąłby tyko dyskretnie

i rzekłby : postawisz pan małą kawę?

 

-Bo życie po prostu jest w cenie

-a cena jest bardzo wysoka!

-Więc trzeba się brać za nie z głową

-nie stracić Pasterza z oka.

 

z wdzięcznością K.I Gałczyńskiemu

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 21 Październik, 2010

Ciekawa relacja mojego przyjaciela Przemka  z Konferencji dla mężczyzn  która miała miejsce  w  Warszawie.

Zachęcam do przeczytania.

AnLee

http://grabiecdesign.eu/2010/10/21/warszawa-hillsong-london-bumerang/

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 04 Październik, 2010

Piękni i zasłuchani

w szmer życia

spokojnie przechodzą most

dojrzewania

trzymając się za ręce.


Jesień ogarnia pokolenie

zadumy.

Zuzanna wciąż tak samo

pachnie gorzkimi pomarańczami.

Hotel Chelsea ma te same, szare firanki

a kalendarz szarego życia

nabrał nowych kolorów.


Piękni i już nie młodzi

odbijają kolorowe światło

piękna, dobra i ciszy.

Ten smak wina pozostał taki sam jak wtedy

kiedy wspólna była każda

najmniejsza jego kropla

a zapach Jej włosów

zamieniał huragan w

ciepłą bryzę życia.

Piękni i coraz silniejsi

w tym tańcu

dzień po dniu

aż po kres tego co nieludzkie

kochają jeszcze bardziej.

Basi mojej ( Koncert Leonarda Cohena 4.10.2010)

Kategoria: Sztuka  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• wtorek, 24 Sierpień, 2010

Film o butach a raczej o bucikach niefortunnie zgubionych przez irańskiego chłopca.

Czy to możliwe żeby zrobić film o butach?

Inny świat, inna wrażliwość inne życie. Coś co trudno sobie wyobrazić żyjąc sobie tak normalnie jak my.

Świat biednej rodziny, ale kochającej się bardzo i stojącej niczym monolit w obliczu trudności codziennej egzystencji. Obrazek prawdziwy, wzruszający i zmuszający do myślenia.

Dosyć szablonowa recenzja, ale ściska mnie w gardle wzruszenie kiedy przypominam sobie ten normalny chociaż bardzo ubogi dom i przyjaźń małego Alego z siostrą.

I tak naprawdę nic dodawać nie chcę do tego co zobaczyliśmy..

Polecam i życzę tego mrowienia w sercu.

Buciki które chodzą za mną…szok!

„Dzieci niebios” film irański 1997 reż.Majid Majid

Kategoria: Sztuka  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 22 Lipiec, 2010

24 lipca minie kolejna tragiczna rocznica śmierci Edwarda Stachury. Życia tragicznego, smutnego i niezwykle wrażliwego. W roku 1977 natrafiłem na pierwsze wiersze i powieści Stachury i poznałem ludzi którzy mieli z nim bliski kontakt. Śledzenie jego osobistego życia, zmagania się z chorobą, tak bardzo nie pasowało mi do ciepłej pro ludzkiej twórczości, nacechowanej wrażliwością do granic normalności. Moje osobiste spotkanie podczas Warszawskiej Jesieni Poezji z Bruno – Milczewskim, bliskim przyjacielem Stachury rozwiały mity o wrażliwości i pięknie poetów. Zobaczyłem gburowatość, pijaństwo i nieobliczalność tak niepasujące do jego poezji.

Ale Siekierezada stała się dla mnie książką ważną, otwartą i zachęcającą do odkrywania pokładów piękna prostego życia. Wrażliwość Stachury, jego sugestywność i autentyczność trudno było mi oddzielić od postępującej destrukcyjnej choroby i jej wpływu na myśli i słowa. Teraz po latach, jako lekarz czytając książkę Fabalua rasa, jak na dłoni rysuje się obraz zagubionego, nie leczonego wrażliwego chorego człowieka.

Pisze o Stedzie, bo był mi bliski przez długi czas, ale też zobaczyłem jak niebezpieczne może być życie cudzym życiem, chociaż bardzo pociągającym, jak łatwo stracić trzeźwą ocenę kiedy zdajesz się na myśli swojego idola.

Do dzisiaj przechowuję fotokopią autografu „ Listu do pozostałych”, wiersza pisanego w dniu samobójstwa, który to list ostrzegł mnie  przed życiem cudzymi historiami.

Czy dzisiaj poleciłbym twórczość Stachury młodym ludziom? Chyba tak ale z dużą dozą ostrożności, bo jest w nich piękno, ale i ból zwiedzenia uczuć, emocji i odczuwania piękna.

Lepiej wydeptywać swoja ścieżkę do poznania prawdy o życiu, ale znać Stachurę – trzeba.

Na błękicie jest polana

Powiedz mi co byś chciała
Cuda ja czynię mała
Martwe zamieniam w żywe
Zgasłe w płonącą grzywę
Powiedz mi co byś chciała

Na błękicie jest polana
Dwa obłoki to hosanna
Jeden chłopak drugi panna
Jeden chłopak drugi panna

Jeśli chcesz jeszcze więcej
Wezmę cię ja na ręce
W góry uniosę dzikie
Zaprzęg latawców skrzyknę
Jeśli chcesz jeszcze wyżej

Powiedz mi co byś chciała
Cuda ja czynię mała
Chęć masz na lody może
Albo na młode zboże


Edward Stachura

Kategoria: Sztuka  | 2 Komentarze
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 05 Październik, 2009

Porywająca historia chorego na schizofrenię niezwykle utalentowanego wiolonczelisty, który staje się bezdomnym, opuszczonym człowiekiem zakochanym w muzyce i osobie Beethovena.soloist_1

Stare skrzypce z dwoma strunami i pomnik Beethovena – to świat nadziei w tej wzruszającej i bardzo prawdziwej historii o samotności chorego, pięknego wewnętrznie, niesamowicie utalentowanego człowieka.

I jest ten drugi, poszukiwacz tematów, sensacji i kolejnego sukcesu zawodowego- dziennikarz, cynik, również samotny -ale „zdrowy”.

Jak proste i mądre może być serce chorego na schizofrenie wie ten kto poznał jego świat i życie.

Uprzedzenie i brak podstawowej wiedzy powoduję lęk, dystans, odrzucenie a w konsekwencji nie pozwala odkrywać skarbu jakim jest drugi człowiek.

Wieloletni kontakt i przyjaźń z chorym na schizofrenię nauczył mnie więcej niż praca z niejednym „zdrowym „ słuchania, cierpliwości i nadziei. Choroba mojego przyjaciela trwa dalej i ma się dobrze, ale przyjaźń pozwala czuć się potrzebnym, pięknym i ukazuje inne obszary odkrywania Bożej rzeczywistości przez wrażliwsze serce.

„Najważniejsze jest ukryte dla oczu, dobrze widzi się tylko sercem” – jak mówił bohater mojej książki z dzieciństwa (Antoine de Saint-Exupéry „Mały Książe”)solist1

Bohaterowie filmu odkrywają siebie jako brakujący puzzel do układanki życia a historia ich spotkania zmienia ich obu.

Trudno wydobywać piękno z ludzi naznaczonych: bezdomnością, choroba, smutkiem – ale wysiłek, ciekawość i gotowość zawsze przynosi błogosławiony owoc, który odkrywa się po jakimś czasie w swoim sercu i zmienionym myśleniu.

Kategoria: Sztuka  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• sobota, 29 Sierpień, 2009

Marzenia spełniają się nieoczekiwanie- Koncert Leonarda Cohena w Bratysławie.leonard_cohen_1208796c

Pogodny, pełen sił, uśmiechający się ujmująco starszy pan zahipnotyzował kilka tysięcy osób, śpiewając po raz tysięczny może te same pieśni, przy wtórze wzruszonych pięknych kobiet i zadumanych facetów.

Głos ciepły, głęboki i i krystaliczny – wchodził  w serca i w uszy leciutko.

Przewinęły się przez moją pamięć chwile wzruszeń które towarzyszyły odkrywaniu ballad Cohena od 1975 roku, chwile z gitarą, wytrawnym winem i młodzieńczą zadumą nad życiem. Kawałek mojego prywatnego szczęścia, które tak sobie trwa i dojrzewa soczyście.

Bard jest już zmęczony – ale daje z siebie wszystko co może, ku dojrzałej radości tych którzy go kochają.

Dobry czas  pięknego śpiewania, pięknego słuchania i zatrzymania się w drodze do DOMU…

Niech Dobry Bóg Cie prowadzi- Leonardzie.

entwined2

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 08 Lipiec, 2009

Smutek, smutek, smutek. Takie myśli nasuwają mi się po wczorajszych uroczystościach w Los Angeles. Smutek beznadziejny – samotność z bezsilnością.mrok

Talent niesamowity i to COŚ to zaważyło na całym życiu Jacksona. Słuchając wypowiedzi rodziny, śledząc historię Jacksonów i oglądając wczesne nagrania, odnoszę wrażenie wielkiego osamotnienia i braku akceptacji swojej osoby, połączonej z brakiem normalnej relacji z ojcem.

Samotność wśród przepychu.

A może miał dobre dziecięce serce i układał sobie życie tak jak potrafił, nie wiem…

Samotność wśród gwiazd to chyba norma, może jego życie wyglądałoby inaczej gdyby ojciec zaakceptował go takim jakim był i po prostu go kochała jak TATA.

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 22 Maj, 2009

Nauczył mnie myśleć delikatnie, ciepło. Poprzez swoje teksty zwrócił moją uwagę na piękno słów którymi można opisywać miłość, zauroczenie przeżywanie codzienności.cohem_ch

Ciepły głos, zawadiacka osobowość i wielka klasa.

Był czas „myślenia Cohenem”- fascynacja słowem i osobą. Zostawił we mnie ślad za który jestem mu wdzięczny.

Poezja którą żyje, jest gałązką jego wierszy i jestem z tego dumny.

1975 rok- pierwsza wysłuchana przypadkiem przez radioodbiornik „Alina” piosenka Cohena dała mi zapał do poszukiwań, nauki gry na gitarze, tłumaczenia i śpiewania jego utworów do dnia dzisiejszego. To były te same częstotliwości, ciepły głos i niedostępność kanadyjskiego artysty dla zafascynowanego nastolatka.

1985 rok- koncert w Zabrzu, z gramofonem kasetowym, m-ki Grundig pod koszulą, z wiernymi przyjaciółmi od Cohena i białego wytrawnego, jesteśmy tam gdzie ON. Czas Satori, osłupienia i pytanie co będzie dalej, widziałem i słyszałem …

Stopniowo legenda przeradzała się w codzienność, płyt pod dostatkiem, muza jaką chcę w zasięgu sieci.

Ale pozostało to patrzenie – na życie, miłość,poezję.

Kupiłem niedawno płytę DVD z koncertu w Londynie w 2008 roku i osłupiałem – 75 letni uwodzicielski mężczyzna, z niesamowitą klasą wbija w fotele widzów i mnie oglądającego koncert przed komputerem . Głos jak podczas nagrań w studio, uśmiech jak w latach 80-tych, poezja jak w czasach mojej młodości.

I znowu: „Zuzanna”, „Jedno z nas nie może się mylić” „Bird on the wire”kopia-kopia-header

2009- sierpień koncert w Bratysławie – to była tylko chwila zastanowienia i już mam bilety.

Zobaczę mojego muzycznego przewodnika, może na żywo po raz ostatni i choć znam wszystkie jego utwory wiem że każdy będzie smakował na nowo.

Czekam z niecierpliwością.

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 02 Styczeń, 2009

Dwóch wielkich, genialnych muzyków zabraknie w tym roku Esbjörna Svenssona i Hirama Bullocka.
Została muzyka (i to jaka) i wspomnienia szalonych koncertów w Bielsku.
Zostały mi płyty pełne MP3 i smak szaleństwa Hirama na scenie i poza nią, piękno i harmonia EST.
Szkoda – to był mój muzyczny świat 2007/2008, tak nagle zamknięty.
Z każdym z nich udało mi się zamienić kilka słów po koncertach – niesamowicie skromni ludzie z gigantyczny, talentem.

Esbjörn Svensson, 44; szwedzki pianista, kompozytor, założyciel i lider tria E.S.T., który odświeżył brzmienie współczesnego jazzu, wprowadzając elementy muzyki pop, klasyki i elektroniki; utonął podczas nurkowania w pobliżu Sztokholmu (14 czerwca)

www.jazzforum.com.pl/news.php?action=show&id=105

Hiram Bullock, 52; gitarzysta jazzowy i blues-rockowy, wokalista, sideman w zespołach takich liderów jak  David Sanborn, bracia Brecker, Marcus Miller, poszukiwany muzyk sesyjny, lider własnych zespołów, wielokrotnie występował w Polsce, głównie z zespołami gwiazd, które montował Krzysztof Zawadzki (25 lipca)

www.jazzforum.com.pl/news.php?action=show&id=138

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 28 Listopad, 2008

Ktoś, kto muzyki w samym sobie nie ma,
Kogo nie wzrusza słodycz zgodnych dźwięków,
To człowiek zdolny do zdrad, spisków, gwałtów,
(…) Takiemu nigdy nie ufaj.

William Shakespare

Spotkanie dwóch wielkich kompozytorów, Jerzego Fryderyka Haenda i Jana Sebastiana Bacha – oczywiście  hipotetyczne, bo los nie pozwolił im spotkać się ze sobą. Dwie postacie obdarzone pięknem i talentem, ale w różny sposób je wykorzystujęce. Sztuka kamerala z trzecim epizodycznym bohaterem, ale jakże wyrazistym.
Fenomen talentów, piękno pasji w tworzeniu, i dwa sposoby konsumowania sławy.
Roman Wilhelmi (Haendel) aktorstwo genialne, Janusz Gajos ( Bach) siła spokoju i perfekcja, Jerzy Trela ( Schmidt) jak dobry sos do dwóch soczystych sztuk mięsa.
Polecam bardzo.

„Kolacja na cztery ręce” Paul Barz. Teatr Telewizji 1990 reż. K.Kutz
Złota seria Teatru Telewizji.(DVD)

Wiecej:

http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/521674

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz