Archiwum ◊ Maj, 2012 ◊

Autor: Andrzej
• niedziela, 27 Maj, 2012

Święto które dla naszej rodziny ma szczególne znaczenie, gdyż jego symbolika jest mocno wpisana w serca tych którzy  przeżyli odnowienie swojej wiary. Przez wiele lat ta szczególna noc była dla mnie nocą cudów  i pracy. Cudów bo widziałem jak Bóg porusza podczas modlitwy serca ludzi, pracy bo taka była wtedy moja rola grając i śpiewając kilka godzin.

Nie wyobrażałem sobie że kiedykolwiek w  dzień pamiątki Zesłania Ducha Świętego będę mógł odpoczywać, słuchać, śpiewać i przyjąć dar modlitwy o siebie.

Dwa światy – jeden katolicki drugi protestancki, tak jak dwie komory mojego serca zabiły mocno w tym czasie. Ten sam Duch – Pocieszyciel i Przyjaciel w wielkich halach sportowych  w Bielsku i Jastrzębiu porywał do uwielbienia tysiące ludzi.

Ten krwiobieg Bożej chwały przetoczył się przez nasze serca w  wielkim pokoju, bez cudaczności ale z  mocą, wśród znaków Jego obecności.

I przestałem żałować, że nie jest jak dawniej bo :

„Niewyczerpane są Łaski od Pana, bez końca wielka jest Jego miłość. Ciągle świeża i nowa !”

Wiem na pewno, że ten wieczór to nie były ”zielone świątki” czy „ czuwanie modlitewne” ale realne spotkanie  z Duchem Świętym w dwóch kościołach, w których wierni tak samo pragnęli Jego obecności i mocy i z  Nią się spotkali.

Poruszony i zachęcony do dalszej Drogi, mogę zasypiać spokojnie – bo otrzymałem potwierdzenie, po raz kolejny Jego wielkiej troski o mnie i o moją rodzinę.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 25 Maj, 2012

Wiadomość o śmierci Mieczysława Malczewskiego opublikowała na facebooku Gwardia Bielsko-Biała. W komunikacie czytamy: ” Dziś o godzinie 12:30 zmarł na zawał serca założyciel bielskiej Gwardii i wieloletni trener Mieczysław Malczewski. Wychował wielu wspaniałych zawodników i był najstarszym czynnym trenerem w Polsce.

Jeszcze w sobotę bawił się na weselu wnuczki, a w niedzielę doglądał młodych talentów na bielskich matach podczas turnieju nadziei olimpijskich. Już podczas turnieju źle się poczuł, jednak zwalił to na poweselne objedzenie…cały Mieciu.”

 

Nauczył mnie walczyć, nie rezygnować kiedy wydaje się trudno. Nastolatka potraktował serio i z wielką  sympatią. Bywało ciężko podczas treningów, bo młodsi byli gnębieni przez starszych – ale zawsze był czujny i potrafił największego dryblasa sprowadzić do parteru i zdyscyplinować.

Był czas  że judo było dla mnie ważne –  tam dopingowany przez Tatę i Trenera wychodziłem ze swoich kompleksów i  nieśmiałości.

Dziękuję Panie Mieczysławie za czas i serce którymi mnie obdarowałeś. Długo będę pamiętał spotkanie,  kiedy swojemu starszemu siedmioletniemu synowi poszedłem przedstawić mojego trenera. Byliśmy obaj zadziwieni jego sprawnością i życzliwością. Czas nie istniał, była pasja i życzliwość…

Szkoda, wielka szkoda…

Kategoria: Anlee  | 2 komentarze
Autor: Andrzej
• piątek, 25 Maj, 2012

Poczucie humoru to cecha niezwykle pomocna i praktyczna. Rozluźnia, zmniejsza dystans, ułatwia kontakt. Radość – ta naturalna, która w niektórych sytuacjach pozwala śmiać się do łez- jest  czymś oczyszczającym, równoważącym emocje, odsuwającym   lęk i zmniejszającym  dystans.

Święty Paweł zachęca żebyśmy się radowali, powtarzając to wielokrotnie. Mam wrażenie ze nie chodzi o tzw „ głęboką” radość, ale o to zwykłe, radosne noszenie Ewangelii w  sobie i na sobie, tak żeby innym z nami było lepiej i chcieli być blisko nas.

Skąd ta refleksja?.

Obudziłem się dzisiaj z tezą iż:

Większość ludzi po przeżyciu swojego nawrócenia traci  naturalne poczucie humoru.

Zobaczyłem to wyraźnie podczas programu znanego cynicznego, aczkolwiek dowcipnego celebryty ze znanym  nawróconym, niezwykle popularnym muzykiem rockowym. Dwie osobowości  ale lekkość  i atrakcyjność niestety była po stronie celebryty – ateisty.

W tymże programie zaproszony znany z mediów pseudosatanista  pokazał świetne swoje dowcipne i ciepłe oblicze.

Młodzi faceci, imprezowi ale porządni, z dużym poczuciem humoru idą do Seminarium Duchownego i wychodzą sztywni, smutni i bez kontaktu z  ludem.

Wyjątkiem, na szczęście nie jedynym był o. Joachim Badeni który do końca swoich dni potrafił

„ wkręcać” wszystkich  swoim humorem a potem śmiać się do łez jak dziecko.

Obserwując mojego synka  dostrzegam pokłady humoru i wewnętrznej radości  którą  pięciolatek zaraża dookoła. Naturalne, dane przez Boga poczucie humoru jest zaraźliwe – a tek wielu „ zdrowych” dookoła.

Grupki religijne i ruchy które poznałem, po jakimś czasie staja się enklawą średnio radosnych, miłych ludzi ale bez soli. I nie mam na myśli soli Ewangelii mówionej bo tej nie brakuje, ale tej

SERDECZNEJ , RADOSNEJ, SPONTANICZNEJ która przyciąga innych, pytających : skąd to masz?

Tam gdzie kończy się radość, spontaniczne poczucie humoru tam do pobożnej grupy zaczyna wkraczać manipulacja emocjami ,która nie pozwala na inne zachowania niż zachowania przywódcy, prowadzącego, lidera czy przeora.

Obśmialiśmy się ostatnio z przyjaciółmi i zaprzyjaźnionym księdzem do łez. Uświadomiłem sobie jak bardzo tego wszyscy potrzebujemy.

Radość jest zaraźliwa, a wielokrotnie przekonało się wielu że Bóg ma poczucie humoru – wystarczy spojrzeć w lustro.

 

„W śmiechu jest klucz, którym jesteśmy w stanie rozszyfrować każdego człowieka”
Carlyle

„Jeśli potrafisz śmiać się z samego siebie – to najlepszy dowód, że masz poczucie humoru”
Molier

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 24 Maj, 2012

Do poradni wszedł sześdziesięcioletni mężczyzna trzymający na rekach pięcioletniego niepełnosprawnego chłopca.

Trzymał ta małą istotkę tak ja trzyma się świeżo znaleziony bezcenny skarb, z troską by niczego z jego piękna nie utracić. Chłopczyk z  ciężkim neurologicznym schorzeniem, ale z pięknym uśmiechem i niebywałą radością w  oczach. Chwila rozmowy z ojcem i synkiem uświadomiły mi jak niesamowitych ludzi spotykam codziennie.

Jeśli w spojrzeniu i uśmiechu może być obecny Stwórca to kolejny raz widziałem GO z bliska – wczoraj.

 

Kategoria: Anlee  | 2 komentarze
Autor: Andrzej
• czwartek, 24 Maj, 2012

Dzień jak co dzień z tą różnicą że jesteśmy sami  – Pawełek i  ja. Mama na dyżurze, a ja jeszcze mam do załatwienia jedną poradnie. Trochę negocjacji z synem i dogadaliśmy się– Pawełek zostaje na dwie godziny z dziadkiem, a po moim powrocie idziemy do sklepu na lody.

Ten powrót będę pamiętał długo – wydawało mi się że pięciolatki tak szybko nie potrafią biegać.

Skok na mnie i radość nieopisana.  Już miałem wątpliwości czy to tęsknota za obiecanymi lodami ale ten mocny uścisk szyi dał mi odpowiedź :

TATO -JESTEŚ MÓJ !

A potem już tylko wspólny bieg w podskokach do pobliskiego sklepu i zajadanie się lodami ( przed kolacją, czyli niezdrowo) i rozmowa partnerska o życiu pięcio- i pięćdziesięciolatka.

Jakie to normalne, a daje tyle sił !

Byłbym frajerem gdybym tą chwile stracił i nie sfotografował w sercu.

Chyba zwariowałem – i dobrze!