Autor: Andrzej
• środa, 04 Styczeń, 2012

Wielu rzeczy w  swoim życiu nauczyłem się przez osmozę. Zwyczajne przenikanie stężeń, z  większego do mniejszego. Stopniowe ale skutecznie do wyrównania zawartości. Niby taki zwykły proces fizyczny a ma duży wpływ na codzienne życie.

Miałem wielki przywilej uczyć się swojego zawodu u Nauczyciela i Mentora. Coś co w obecnej sytuacji młodych lekarzy jest tylko pobożnym życzeniem.

Mój Nauczyciel dr. Jan Lasota był zawsze blisko nas, młodych lekarzy. Czuł się pomiędzy nami dobrze utrzymując stosowny dystans i korzystając ze wszystkich praw Ordynatora dla naszego dobra.  Potrafił wypunktować  błędy, ukarać w sposób motywujący  do wyciągnięcia wniosków ale i pracować jak równy z równym na ciężkim calodobowym dyżurze urazowym.
To właśnie w nim zobaczyłem lekarza, człowieka – znanego w bielskim świecie medycznym, który potrafił w sposób niesamowity nawiązywać kontakt z ludźmi ubogimi, zagubionymi i wykluczonymi. Potrafił uczyć i prowadzić  cierpliwie podczas zabiegu operacyjnego krok po kroku, dodając otuchy i motywując do coraz większych wyzwań.
Jego świat zazębiał się ze światem naszych rodzin o których wiedział prawie wszystko. Tworzył to co szumnie nazywa się atmosferą, a tak naprawdę było przekazywaniem swojego doświadczenia, czasu i serca młodym ludziom.
Chociaż minęło tak wiele lat od jego nagłej śmierci, do dzisiaj nasze dorosłe  dzieci wspominają prywatne spotkania z  Doktorem. Wędki i obiektywy sprezentowane  przez niego są do dzisiaj pamiątką po człowieku, który zarażał innych swoimi pasjami, a miał ich bardzo wiele i bardzo interesujących.
Osiemnaście lat pracy u boku takiego Ordynatora dało mi więcej niż niejedna mądra medyczna książka. Pomaga mi do dzisiaj w mojej pracy to czego przez osmozę nauczyłem od Niego.
Widziałem jak potrafił cieszyć się jak dziecko z udanej trudnej operacji i przeżywać głęboko przegraną walkę o życie pacjenta. Trudno zapomnieć mistrzowsko opowiadane  historie z dziejów  bielskiej medycyny  gdy wspólnie zjadaliśmy kanapki ze swojską kiełbasą przygotowane przez panią Nataszę. Widziałem go płaczącego i bezradnego kiedy odchodzili ci których kochał i jak dzielnie radził sobie po stracie ukochanej żony.

Pozostanie  we wdzięcznej pamięci  zaufanie którym obdarzał nas, młodych lekarzy gdyż czuliśmy się prze to bezpieczni i zauważeni.
I mógłbym tak bez końca opowiadać o Doktorze. Wielu z nas, bielskich ortopedów zawdzięcza Mu samodzielność w pracy, wiedzę medyczną i piękne wspomnienia, ale przede wszystkim pozostał dla mnie nauczycielem ludzkiego podejścia do pacjenta, bez wartościowania go w  jakikolwiek sposób.
Wiele jego cennych i trafnych powiedzonek  (nie wszystkie możliwe do zacytowania w tym wpisie) pomogło mi w  mojej praktyce lekarskiej i w normalnym życiu.
Mieliśmy przywilej, uczyć się od  Nauczyciela. Pozostał dług wdzięczności który chyba należy spłacać okazując serce i czas młodym rozpoczynającym karierę  lekarzom.
Może chociażby przez osmozę… Zawsze jest ktoś kto może się od nas czegoś nauczyć. Warto sprawdzić czego uczymy innych.

Kategoria: Anlee

One Response

  1. 1
    Ignasia 

    „Promyki światła- to jest to co pozostaje po nas na ziemi” to słowa pewnego pisarza..Dr J. Lasoty juz nie ma..ale pozostały po nim cudowne promyki które możemy pielęgnować i przekazywac dalej…
    Jakiś czas temu poznałam Państwa córkę- Marysie. Był to okres kiedy niestety bardzo często musiałam chodzić do lekarzy…ich brak „ludzkiego” podejścia ich arogancja bezduszność i otwarta chęć otrzymania łapówki sprawiła że zwątpiłam że istnieją jeszcze ludzie którzy wybierają ten zawód nie dla pieniędzy ale dlatego aby pomagać drugiemu człowiekowi. Aż tu na mojej drodze pojawiła się Marysia:)pomimo że jeszcze nie jest lekarzem, widziała we mnie nie chorobę a człowiek z chorobą ….któremu można pomoc…
    Dziękuje Panie Andrzeju i Pani Basiu że przekazują Państwo swoim dziecia te cenne „promyki”

Zostaw komentarz

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree