Drepczemy sobie rano, po skrzypiącym śniegu do przedszkola. Taki nasz codzienny rytuał. Paweł i ja, dwaj faceci z półwiekową różnica życia. Tyle ważnych spraw trzeba o siódmej rano obgadać. A to zaplanować czas po przedszkolu, podsumować wczorajsze granie w gry planszowe, zaplanować wakacje (oczywiście w Grecji) i tylko … ten jeden towarzyszący nam zawsze gest – mocny uścisk dłoni.
Na śliskim chodniku daje bezpieczeństwo, ciemną nocą pozwala zasnąć, kałuże nawet największą pozwala przeskoczyć.
Jak w wehikule czasu znalazłem się w dusznym kościele w Starym Bielsku .
Mając kilka lat i wychodząc z zatłoczonego kościoła, mocny uścisk dłoni taty dawał poczucie bezpieczeństwa wśród śmierdzących naftaliną płaszczów dorosłych, których głów nawet nie mogłem dostrzec. I nie było ważne czy jest ciemno i po czyich butach depczę , ważne że trzymał mnie za rękę mój Tato i prowadził do wyjścia.
Idąc z Pawełkiem do przedszkola uświadomiłem sobie jak ważna dla mnie była ta codzienna obecność ojca i mocny uścisk jego dłoni, który pamiętam do dzisiaj.
Małe kółko historii zatoczyło się po pięćdziesięciu latach. Wierzę w to że nasze wnuki też będą doświadczały i ceniły bliskość swojego Taty i będą GO miały pod dostatkiem.
• piątek, 20 Styczeń, 2012
Kategoria: Tata - to brzmi dumnie
Zostaw komentarz




Komentarze