Autor: Andrzej
• środa, 14 Grudzień, 2011

Mój grudzień 1981 roku był mroźny do bólu stóp, kiedy wracając z szumiąca głową w nocy mijałem smutnych żołnierzy na ulicy Piastowskiej.

Ryzling i poezja jeszcze szumiały w głowie ale refleksja nad tym co się rozpoczęło przychodziła za każdym zmilitaryzowanym skrzyżowaniem.

Potem było już tylko gorzej, kiedy nie wiedząc dlaczego nie mogłem dojechać na stancję autobusem koło kopalni Wujek. Pozostał tylko gorzki sprzeciw i kolorowy charakter dwudziestolatka ze studenckim „wspomaganiem”.

Ale było się blisko z innymi, było ciepło i była nadzieja na coś nowego. Kilku kolegów nagle „skończyło” studia, rozmowy w czasie zajęć coraz częściej odbiegały od zagadnień medycznych.

Było między studentami coś żywego, świeżego, radosnego i niepewnego.

Przeżyliśmy w końcu przez czas kartek na wódkę i cukier, pólek sklepowych z octem i musztarda jedynie, kolejek za pieluszkami i mlekiem w proszku dla dzieci.

Przyszło nowe, „bogate”, demokratyczne.

Zniknęło to dobro które urodziło się wtedy – wygumowały się bezinteresowność, szacunek, szczera radość z niesienia pomocy innym.

Pamięć jak zwykle płata figle i wzmacnia to co złe  zapominając o tym co dobre… a „medioci” dalej wchłaniają kłótnie i spory „autorytetów” w   TV.

 

Kategoria: Anlee
Zostaw komentarz

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree