Archiwum ◊ Czerwiec, 2011 ◊

Autor: Andrzej
• poniedziałek, 27 Czerwiec, 2011

Trzymam Cię za słowo

że będziesz blisko

w dzień i w nocy.

Że nie opuścisz żadnej mojej myśli

i ciszy nie pozostawisz bez Światła.

 

Trzymam się Twojego Słowa

bo Ono nieludzkie jest

i po brzegi pełne Prawdy.

 

Trzymam się Twojego Słowa

bo jest sprawdzone

i codzienne

jak chleb.

 

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 16 Czerwiec, 2011

Szukałem wczoraj na niebie zaćmionego Ziemią księżyca, stojąc boso na mojej łące.

Schował się za chmury nieszczęśnik i już wydawało się że nic z atrakcji nie będzie. Aż nagle poruszyło mnie piękno zachodzącego słońca, kolory chmur jak na rysunkach mojego Pawełka, niesamowity śpiew ptaków i cisza w sercu.

I tak jak kiedyś wyrwał się ze mnie strumyk modlitwy wdzięcznej, mojej i słyszalnej.

Stałem tam zachwycony  i wpatrzony w niebo – a strumyczek płynie sobie aż do dzisiaj .

A księżyc? – być może się zaćmił, ale co to mnie obchodzi!

Kategoria: Anlee  | 2 Komentarze
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 13 Czerwiec, 2011

Teraz już wiem,

Twój cichy powiew rozumie moje serce.

Ten język modlitwy poznaję i kocham.

 

 

Delikatnym mnie stworzyłeś Boże.

Ciszą i pięknem bez strachu

wypełniasz oddech za oddechem.

Powietrzem świętym

gasisz pożar skołatanego serca.

W cichym powiewie…

W cichym…

Powstaję na nowo…

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 10 Czerwiec, 2011

Stoję na najwyższej półce twojej domowej biblioteki, wciśnięta między stare, pożółkłe, od wielu lat nie tknięte tomy encyklopedii Orgelbranda, do których jestem podobna formatem i objętością. I tak stojąc od wielu lat nie dostrzeżona, nieomal niewidzialna, spokojnie medytuję na moim niewesołym losem. Tematem moich najczęstszych medytacji jest pytanie: po co kupiłeś mnie, człowieku, po co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych, po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto i po co mnie przyniosłeś do domu? Po co? Czy po to, aby przerzucić kilka moich stronic, przeczytać pobieżnie na chybił trafił kilka wybranych wersetów, spojrzeć na mnie z bogobojnym drżeniem i odstawić nabożnie na najgórniejszą półkę w księgozbiorze?
Pamiętam, jak raz podczas przyjęcia w twoim domu, ktoś w towarzyskiej rozmowie błędnie zacytował słowa Chrystusa, ktoś inny je sprostował, a gdy wybuchła między rozmówcami sprzeczka, który z cytatów jest właściwy, jeden z adwersarzy prosił cię o przyniesienie Pisma Świętego. Podniosłeś głowę i spojrzałeś w moim kierunku. Pomyślałam z radością, że wreszcie wybiła moja godzina, że podejdziesz do półek, i wspiąwszy się nieco na palcach, ujmiesz mnie za gruby grzbiet i wyciągniesz spomiędzy pożółkłych tomów encyklopedii Orgelbranda. Ale próżna była moja nadzieja. Twój wzrok obojętnie mnie minął, prześlizgnął się po mnie jak po niewidzialnym duchu, przez ułamek sekundy błąkał się po niższych półkach i – zatrzymał się bezradnie na twarzach twoich rozmówców: „Nie wiem, gdzie jest… Nie wiem, gdzie ją postawiłem…” – rzekłeś.
Był czas, gdy przypuszczałam, że nabyłeś mnie po to, by móc w razie potrzeby pochwalić się moją obecnością w twojej bibliotece. Teraz dowiodłeś swoją odpowiedzią, że nie miałeś zamiaru stosować wobec mnie snobistycznego nawyku, który mimo wszystko mógłby być częściowym wytłumaczeniem mojej egzystencji pod twoim dachem. Twoją odpowiedzią rozwiałeś jeszcze jedno moje złudzenie. Nie wiesz, gdzie jestem… Zapomniałeś, gdzie mnie postawiłeś… Słowa te wypowiedziałeś obojętnie, bez niepokoju, który zazwyczaj towarzyszy myślom o przedmiotach zaginionych, zawieruszonych, zapodzianych. Z bólem zrozumiałam, że minęła mnie wielka szansa wyjścia z tego kraju wygnania, jakim jest dla mnie twój księgozbiór. Czy nigdy nie nastąpi mój exodus? Czy nigdy już nie będę strażować na twoim nocnym stoliku, czy nigdy nie spocznę na twoim biurku, przy którym pracujesz, albo na twoim stole, na którym krajesz chleb?
Więc, po co kupiłeś mnie, człowieku? Po co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych, po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto i po co przyniosłeś do domu? Po co?
A potem zdarzyło się coś, co wzbudziło we mnie znowu nadzieję na moje rychłe wyzwolenie z zapomnienia, na które mnie lekkomyślnie skazałeś. Twoje jedyne dziecko ciężko zachorowało. Wzywałeś lekarzy, sławnych profesorów. Nic nie pomogły lekarstwa i zabiegi. Dziecko twoje umarło, a ty pogrążony w bólu i rozpaczy siedziałeś w swoim gabinecie, w fotelu, przy zapuszczonych zasłonach i nieruchomym wzrokiem patrzałeś w mrok zalęgający pokój. Nie mogłeś zrozumieć sensu śmierci twojego dziecka, począłeś wątpić o sensie własnego życia, nie umiałeś dociec, dlaczego cierpi niewinne dziecko, a grzesznik żyje i bezkarnie tuczy się krzywdą bliźniego, dlaczego bezlitosny los na ślepo w człowieka uderza. I wtedy serce we mnie gwałtownie zabiło, bo pomyślałam, że właśnie teraz nadeszła chwila, gdy wstaniesz z fotela, zapalisz światło elektryczne i zaczniesz mnie szukać, pospiesznie szukać, gorączkowym wzrokiem biec będziesz po ozdobnych grzbietach książek, i wreszcie po tylu, tylu latach znajdziesz mnie wciśniętą między tomy starej encyklopedii, strząśniesz ze mnie siwy pył, otworzysz i wyczytasz w moich wersetach słowa pociechy o życiu, śmierci i nieśmiertelności. I znowu się rozczarowałam. I znowu przeżyłam jeszcze jedno złudzenie. Ostatnie. Nie wstałeś z fotela i nie zaświeciłeś światła elektrycznego. Siedziałeś bez ruchu, pogrążony w rozpaczy z niezliczonymi zapytaniami na ustach, które nie umiały ci udzielić odpowiedzi.
Więc, po co kupiłeś mnie, człowieku? Po co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych, po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto i po co przyniosłeś do domu? Po co?
A potem umarła twoja żona, a ty ugiąłeś się pod nowym ciosem, stałeś się niedołężnym starcem, przestałeś wychodzić na miasto i tylko przechadzałeś się po pustym mieszkaniu, od czasu do czasu przystawałeś w oknie, patrzałeś na ulicę, na spieszących przechodniów, nie rozumiejąc, po co oni żyją, po co sam jeszcze żyjesz i po co istnieje świat.
I pewnego dnia umarłeś.
Szybko zjawili się spadkobiercy i likwidując mieszkanie, kiwali smutnie głowami nad twoim doczesnym majątkiem. Jeden znalazł mnie wśród książek zrzuconych bezładnie na podłogę. Schylił się, podniósł mnie i obejrzał, otrzepał mnie z grubej warstwy pyłu i rzekł drżącym od tkliwego wzruszenia głosem do stojącego obok młodzieńca: „Widzisz? Twój stryj nieboszczyk, Panie świeć nad jego duszą, był pobożnym człowiekiem. Miał Biblię. Weź sobie z niego przykład”.

(Roman Brandstaetter)
Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• wtorek, 07 Czerwiec, 2011
http://www.rekolekcje.bielsko.pl/rekolekcje.html
Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 06 Czerwiec, 2011

Dotykam gorącego czoła , spoconych pleców i myślę cicho:

jaki on jest dzielny.

Nie spuszcza z  nas  oczu, uśmiechając się resztką zdrowych sił.

Jesteś taki dzielny synku. Twój radosny świat na małą chwile został zmącony gorączką ale ty już głośno marzysz o jutrzejszej wspólnej zabawie.

Jesteś dla nas wielkim prezentem i małym nauczycielem.

Nawet nie wiesz jak nam pomagasz Aniołku!

 

Autor: Andrzej
• piątek, 03 Czerwiec, 2011



Jest wiele zobowiązań z których musimy się wywiązać, mając na uwadze konsekwencje i niezadowolenie osób którym daliśmy słowo. Przejmujemy się bardzo tymi formalnymi, bardzo współczesnymi zobowiązaniami bo taki jest trend.

Pracodawcy odmówić nie można – bo to się nie opłaca, klientowi też nie można bo interes na tym straci, kumplowi nie wypada bo go możesz kiedyś potrzebować.

Obietnica poświęcania swojego czasu, uwagi, miłości dana przed ołtarzem w dniu ślubu nie jest chętnie wspominana  a jeśli już to jako „ rodzinne wydarzenie”.

Toniemy wiec w ilości spotkań zawodowych, szkoleń interpersonalnych, koniecznej ze względu na modę rekreacji, spotkań duchowo doskonalących i zapominamy…

O Dzieciach i obiecanym dla nich czasie

O współmałżonku i obiecanej uczciwości małżeńskiej

O rodzicach, którzy potrzebują naszej pomocy i opieki .

Po latach zdziwieni zastanawiamy się jak mogło dojść do takiego marnowania czasu dla rodziny. Wielu z nas dało się wkręcić w  zobowiązania kradnące czas, które tak naprawdę służyły ambicjom innych zapominając o własnych dzieciach które wtedy chciały tak po prostu z nami pogadać i być blisko.

Jeśli jesteś zmuszany do podjęcia zobowiązań których nie rozumiesz i jesteś straszony grzechem jego nie przestrzegania, zawsze możesz poprosić duszpasterza o pomoc i z nim o tym podyskutować.

Bądź szczególnie ostrożny kiedy słuchasz ludzi którzy wiedzą doskonale” czego Bóg od ciebie żąda”!

Dobra misja i wizja wprowadza ład i porządek w rodzinie, pokój i  uspokojenie serca.

Słuchaj więc cichego Bożego głosu w sercu i nie daj się wkręcać.

 

 

 

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 02 Czerwiec, 2011

Kiedy mężczyźni się modlą dzieją się wielkie rzeczy.

Normalne kiedyś, egzotyczne i „dziwne „ dzisiaj.

Prędzej zaszyje się w strumieniach Internetu lub piwnej rozkoszy niż da się poznać jako modlący się facet.

Kilku modlących się razem mężczyzn to już rezerwat, ale na szczęście coraz częstszy. Bo gdzie szukać pomocy jak nie u Dawcy męstwa, odwagi, roztropności , cierpliwości…

Chyba że wszystko załatwią za nas ci którzy „ wiedzą” jak powinniśmy żyć i na co poświęcać swój czas.

Bóg przemawia najczęściej przez nasze myśli z którymi przez większość dnia pozostajemy sam na sam.

Pozwól mężczyzno twojemu Stwórcy mówić do siebie i nie bój się modlić.

Modlący się mężczyzna to Prawdziwy Twardziel –  inni faceci potrzebują twojej zachęty.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz