Archiwum ◊ Luty, 2010 ◊

Autor: Andrzej
• środa, 24 Luty, 2010

Bariera dźwięku to taki moment w trakcie lotu kiedy wydaje się, że przy jej przekraczaniu samolot rozleci się w powietrzu.

Jadać kiedyś autobusem z profesorem który często latał samolotami Concord, większość jego opowieści dotyczyła przeżyć w trakcie przekraczania bariery dźwięku. Odbierałem to jako obsesję, ale po latach zastanawiając się nad wieloma sytuacjami życiowymi dostrzegłem odczucia i sytuacje podobne do wspominanych.

Sytuacje w których trzeba wyraźnie się opowiedzieć po stronie swoich przekonań, bliskich lub krzywdzonych powodują że rośnie w nas napięcie związane z niepewnością, co będzie po….

Trudne tematy które trzeba poruszyć licząc się z niezrozumieniem, odrzuceniem, niesprawiedliwą oceną powoduje to rozdygotanie serca, umysłu i ciała.

Ale rzecz dziwna i sprawdzalna prawidłowość- po przekroczeniu tej bariery, hałasu, drżenia i strachu przychodzi spokój, cisza, ukojenie.

O tym, może przede wszystkim o tym, mówił mi wspominany profesor.

Ta cisza była nagrodą za te chwile strachu i niepewności na wysokości kilkunastu tysiecy metrów.

Przestałem się bać trudnych rozmów, sytuacji – wiem że potem, przychodzi oczekiwany pokój.

Jeżeli do trudnych rozmów zachęca Bóg i daje dobra motywacje to warto stawiać jej czoła, bo później jest nagroda.

Najważniejsze przecież to dotrzeć do Celu, bezpiecznie..

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• wtorek, 23 Luty, 2010

Paradoksem chrześcijaństwa jest prawda mówiąca o konieczności tracenia, pozbywania się po to aby więcej zyskać. Kompletnie nie przystający do rzeczywistości i oczekiwań otaczającego świata.

Wątpliwości coraz więcej- tracę pewność.

Sił coraz mniej- tracę sprawność.

Zmysły coraz słabsze- tracę błyskotliwość.

Coraz więcej we mnie, do mnie przestaje należeć.

Ale coś jakby wypełniało te pustoszejące miejsca, coś nowego czego w dniu podjęcia decyzji o pójściu za Jezusem nie brałem pod uwagę.

To jakby podmienianie cegieł, umiejętnie i delikatnie.

W mocnym murze KTOŚ wymienia cegły, ze zwykłych na niezwykłe z pieczęcią ich wytwórcy.

Ćwierć wieku temu nie wiedziałem że tak to będzie wyglądało – systematycznie, cegiełka po cegiełce, przyzwyczajenia, oczekiwania, życie całe, będzie przemieniane małymi kroczkami.

I paradoks staje się życiodajnym procesem.

Nie zawsze łatwym, miłym, pięknym ale skutecznie zmieniającym lęk w nadzieję, słabość w siłę, „bylejakość” w Drogę do Ojca..

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 19 Luty, 2010

Bezradność i Bezsilność

dwie siostry Nadziei.

Ciągle sobie bliskie,

tak różne od siebie

i tak samo szukające Prawdy..

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• wtorek, 16 Luty, 2010

Czasem coś niedorzecznego i pozornie niemożliwego chodzi człowiekowi po głowie.

I nie chce dać spokoju, myśl natrętna, niepokojąca.

Ale ilekroć powraca daje poczucie misji, spełnienia, wypełnienia jakiegoś wewnętrznego przynaglenia.

Tak chyba działają Boże natchnienia, które nie zawsze są zgodne z ludzką logika, ale po latach pokazują wyższość logiki Boga.

Wielu ludzi porywało się na pozornie nierealne przedsięwzięcia, niemożliwe po ludzku inwestycje.

Ale jeśli jest to nieustanne przynaglenie, modlitwa o sprawy dobre i innym potrzebne, to trzeba jeszcze uważniej słuchać w modlitwie, żeby wyłapać jak najwięcej szczegółów i wskazówek.

Założyciel Dominikanów wysłał niedojrzałych, młodych ludzi – pozornie nieprzygotowanych na misję głoszenia Ewangelii.

Ale Dominik wiedział, co robi. Mówił, że jak ziarno leży na kupie, to gnije. Myślę, że dziś w wielu parafiach, wspólnotach i zakonach jest mnóstwo ziarna, które gnije. Dlaczego? Bo nie jest rzucone w świat” ( fragment wywiadu z Wojciechem Jędrzejewskim – dominikaninem, rekolekcjonistą, współtwórcą serwisu internetowego „Mateusz” .)

Może jesteś ziarenkiem które ma marzenia, potencjał, chęć robienia czegoś dla innych. Jeśli w modlitwie o to dzieło nabierasz większego zaufania do Pana i czujesz Jego zachętę , nie pozostawaj bierny.

Może ktoś potrzebuje twojego słowa, przyjaźni, talentu, modlitwy.

Wielkie dzieła zaczynały się od małych kroków.

Bądź przynajmniej jak Dominik, ufaj….

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 10 Luty, 2010

Daleki i bliski, nieznajomy i przyjaciel, obcy i domownik – te określenia pasują niesamowicie do Davida Wilkersona. Pierwsze moje spotkanie z człowiekiem który z niespotykana pasja opowiada o Jezusie miało miejsce 25 lat temu. Pamiętam tłumy młodych ludzi i ten mój długi marsz pod scenę ażeby podjąć chyba najważniejszą decyzję w moim życiu – decyzję o pójściu za Jezusem.

Lata mijają a świeżość i poczucie bliskości jest niesamowicie realne. Wręcz mam wrażenie że codziennie, znając moje problemy – modli się o mnie przyjaciel, który pomaga mi swoimi mądrymi radami i troską w modlitwie.

Wytrwały, odważny w nazywaniu tego co złe wśród podążających za Jezusem, konkretny i zatroskany o mnie.

Miałem okazję uścisnąć mu rękę podczas wizyty w Katowicach i opowiedzieć o wspólnocie w której poznaję Jezusa, ale on uparcie tylko wskazywał na NIEGO.

Odważny w tym co mówi, ale chyba najważniejsze że potrafi owocami swojej osobistej modlitwy pomagać innym.

Osobista modlitwa wymaga odwagi, można się wtedy zdziwić…

Szacunek!

Blog Davida Wilkersona z codziennymi przemyśleniami w języku polskim:

www.davidwilkersoninpolish.blogspot.com

.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz