Autor: Andrzej
• poniedziałek, 31 Sierpień, 2009
Mały Pawełek bardzo nie lubi kiedy wychodzę z domu. Jego drużyna to my. Trudno mi ciągle tłumaczyć powody dla których muszę wychodzić z domu i patrzeć w smutne oczka mojego synka. Taka prosta potrzeba - żeby Tata był i był blisko. 
Rozmawiamy coraz dłużej, coraz mądrzej – tylko to dobijające, zadawane z poważną miną pytanie : „a dlacego” powtarza się jak mantra, i nie wiem czy chce wiedzieć, czy tylko zatrzymać mnie jak najdłużej przy sobie?
Jeździmy razem na rowerze, Paweł na krzesełku za mną, śmigamy i odkrywamy nieodkryte i … trzeba wszystko tłumaczyć, bez przenośni- prosto i skutecznie (uff).
Sprawia mi wielką przyjemność przekonywać się jak bardzo mu na mnie zależy, jak bardzo lubi ze mną rozmawiać i odkrywać świat. Jestem mu bezwzględnie potrzebny i drogi, a to piękne uczucie.
Przenikamy się coraz mocniej, dwaj faceci próbują dorównać sobie - on na paluszkach chce być coraz większy, ja na dywanie coraz szybciej buduję z kloców LEGO.
Kocham ten jego mały świat i czas spędzany razem.
Autor: Andrzej
• sobota, 29 Sierpień, 2009
Marzenia spełniają się nieoczekiwanie- Koncert Leonarda Cohena w Bratysławie.
Pogodny, pełen sił, uśmiechający się ujmująco starszy pan zahipnotyzował kilka tysięcy osób, śpiewając po raz tysięczny może te same pieśni, przy wtórze wzruszonych pięknych kobiet i zadumanych facetów.
Głos ciepły, głęboki i i krystaliczny – wchodził w serca i w uszy leciutko.
Przewinęły się przez moją pamięć chwile wzruszeń które towarzyszyły odkrywaniu ballad Cohena od 1975 roku, chwile z gitarą, wytrawnym winem i młodzieńczą zadumą nad życiem. Kawałek mojego prywatnego szczęścia, które tak sobie trwa i dojrzewa soczyście.
Bard jest już zmęczony – ale daje z siebie wszystko co może, ku dojrzałej radości tych którzy go kochają.
Dobry czas pięknego śpiewania, pięknego słuchania i zatrzymania się w drodze do DOMU…
Niech Dobry Bóg Cie prowadzi- Leonardzie.

Autor: Andrzej
• czwartek, 27 Sierpień, 2009
Pierwszy dłuższy odpoczynek po trzech latach. Długa podróż, ale warto było się trochę pomęczyć. 
Spacery, plaża, rozmowy, wygłupy, książki i ten ciągły błysk w oku kiedy patrzymy na siebie.
Jest coś pięknego i mądrego we wspólnym małżeńskim przeżywaniu życia. Tyle to już lat ciągle nie kończą się tematy, spacery i… miłość.
Oglądam stare zdjęcia z naszych młodzieńczych wypadów nad morze przed 30 laty i ciesze się że jesteśmy tu i teraz , razem za rękę ze wspaniałymi dziećmi.
Nic bym nie zmienił, może tylko jedna prośba… by trwało to jak najdłużej – LORD.
Autor: Andrzej
• sobota, 22 Sierpień, 2009
Nadzieja przychodzi powoli
Dotyka delikatnie
i prowadzi na przekór.
Nadzieja rośnie
jak małe ziarenko
i czeka na deszcz.
Nadzieja przychodzi ze Słowem
Owocując zostawia Pokój.
Autor: Andrzej
• sobota, 22 Sierpień, 2009
Czas dla prawdziwych mężczyzn- piasek, foremki łopatki i do roboty. Pełne współzawodnictwo, bez garniturów, ubrań roboczych, pachnących wód toaletowych, bez tytułów naukowych. Pomysłowość przewyższająca Adama Słodowego ( dla młodszych: gość który robił wszystko z niczego) i zazdrosne spojrzenie na fortecę sąsiada, czasem podziw dla pomysłu a często ten dziecięcy uśmiech- faceci są w swoim żywiole.
Czas zabawy na plaży, bezmyślności i beztroski to dla wielu dzieci jedyny czas posiadania swojego TATY na wyłączność. Czas którego nie wykradnie nikt, nawet mama zajęta czytaniem swoich ulubionych czasopism.
Dojrzali faceci, jak dzieci w swoim żywiole współzawodnictwa, ale tak inaczej, wspólne wiaderko łopatka – no jaja!
„Fajnie byłoby mieć codziennie taką plażę z tatą” – być może myśli tak niejedno dziecko oczarowane tym co tata potrafi.
A tak naprawdę to chyba jesteśmy dalej dziećmi, tylko nas tak ktoś poubierał dorośle.
Warto z siebie robić sztywniaka?
Komentarze