Autor: Andrzej
• piątek, 27 Styczeń, 2012

Piękna i Odważna
zaczarowałaś mój świat
na wiele lat.
Uśmiech rozwalił barykadę
w minutę.

Śmiejemy się do życia
już kolejną dekadę.
Ale Piękno i Odwaga
pozostały niezmienne
Coraz dojrzalsze, siostry Młodości.

I Muzą nadal jesteś każdego  poranka
natchnienia daleko szukać nie muszę.
Mam tylko wątpliwość czy Amor
w ten dzień styczniowy
nie zamienił łuku na kuszę.

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 27 Styczeń, 2012

Są takie sentencje, myśli zasłyszane które pozwalają uporządkować życie,spojrzeć na nie  inaczej i dodać siły. Jedno z nich przeczytane w książce poświęconej wychowywaniu dzieci bardzo nam pomogło. Pokazało również prosta prawdę o wytrwałości.
„Humor i cierpliwość to dwa wielbłądy na których można przejść każdą pustynię”.
Nie znam autora tego zdania, ale jestem pod wrażeniem Prawdy i użyteczności tego zdania.
Zapisałem go sobie w swoim „myślowym notatniku”.
Dziękuję Bogu za humor , bo widzę jak bardzo pomaga w cierpliwie znosić to co trudne.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 20 Styczeń, 2012

Męskie przyjaźnie pomagają w życiu. Różnią się od kobiecych, bo tak być musi.

Inne temperamenty, emocje, problemy. Ten niewielki wycinek męskiego życia jest bardzo potrzebny w zrozumieniu swojej życiowe misji.

I nie jest to nic nowego.W  historii przyjaźnie, solidarność, waleczność mężczyzn była znakiem rozpoznawczym wielu epok.

Dziękuje Bogu za Mężczyzn, Przyjaciół których Bóg postawił na mojej drodze.

Za tych których modlitwa,otwartość, zaufanie i mądrość wielokrotnie pomogła mi przejść przez trudne chwile.
Plan dla Facetów się nie zmienił, jesteśmy nadal Bohaterami, Odkrywcami i Obrońcami (często w  wersji Trial). To nie przypadek że bywa w życiu  ciężko – to znak że trzeba wrócić do Prawdziwej Przyjaźni – solidarnej, mądrej i praktycznej, mając na uwadze również to, że wytyczamy szlak młodym, jakże często zagubionym młodym facetom.
Szukaj mężczyzn z którymi możesz rozmawiać, modlić się i rozmawiać – szczerze.

„ Walcz, Walcz, Wojowniku – zawsze trzymaj zło na celowniku…”  MRR

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 20 Styczeń, 2012

Drepczemy sobie rano, po skrzypiącym śniegu do przedszkola. Taki nasz codzienny rytuał. Paweł i ja, dwaj faceci z półwiekową różnica życia. Tyle ważnych spraw trzeba o siódmej rano obgadać. A to zaplanować czas po przedszkolu, podsumować wczorajsze granie w gry planszowe, zaplanować wakacje (oczywiście w Grecji) i tylko … ten jeden towarzyszący nam zawsze gest – mocny uścisk dłoni.
Na śliskim chodniku daje bezpieczeństwo, ciemną nocą pozwala zasnąć, kałuże nawet największą pozwala przeskoczyć.
Jak w wehikule czasu znalazłem się w dusznym kościele w Starym Bielsku .
Mając kilka lat i wychodząc z zatłoczonego kościoła, mocny uścisk   dłoni  taty dawał  poczucie bezpieczeństwa wśród śmierdzących naftaliną płaszczów dorosłych, których głów nawet nie mogłem dostrzec. I nie było ważne czy jest ciemno i po czyich butach depczę , ważne że trzymał mnie za rękę mój Tato i prowadził do wyjścia.
Idąc  z Pawełkiem do przedszkola uświadomiłem sobie jak ważna dla mnie była ta codzienna obecność ojca i mocny uścisk jego dłoni, który pamiętam do dzisiaj.
Małe kółko historii zatoczyło się po pięćdziesięciu latach. Wierzę w  to że nasze wnuki też  będą doświadczały i ceniły bliskość swojego Taty  i będą GO miały pod dostatkiem.

Autor: Andrzej
• piątek, 13 Styczeń, 2012

Pokusa bycia oryginalnym w swoich poglądach jest tym większa im bardziej potrzebujemy zdania się na pomoc i otwartość innych. Oryginalność tracimy już po narodzeniu bo wszyscy mamy tą sama fizjologię. Nowoczesne poglądy po analizie okazują się już wcześniej znane, a nasze sentencje wypowiadane i zapisywane tak mądrze nagle znajdują swoje źródła i autorów ku naszemu zdziwieniu gdzieś indziej. Pragnienie indywidualizmu może być śmieszne ale również niszczące nas samych i bliskich.

Czyż nasza mowa nie jest zbiorem mądrości zasłyszanych, przesiąkniętych, naśladowanych które w pewnym momencie staje się naszą „własnością„ a przecież są pożyczone. Czy warto silić się kosztem śmieszności na indywidualizm za wszelka cenę skoro można odpocząć ze świadomością tego, że jestem ważny dla innych – przede wszystkim dla Boga, bez względu na to jakie błyszczące poglądy lansuję.

W promowaniu swojej niezależności, często słychać krzyk : przytul mnie!.

Jesteś mądry, jesteś ważny, jesteś wrażliwy – nie ma co kolekcjonować orderów z Oryginalności.

 

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 13 Styczeń, 2012

Świat poukładał się łagodnie

Z czterech jego stron  pozostały dwie

- Dobro i Nadzieja

Północ niepewności skryła się za Wieczność.

I gwiazda południa nie chce świecić jaśniej.

Mój świat wewnętrzny

tak sam od siebie,

poszedł po rozum do Głowy

-do Ewangelii

Pytających o Drogę.

 

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 04 Styczeń, 2012

Wielu rzeczy w  swoim życiu nauczyłem się przez osmozę. Zwyczajne przenikanie stężeń, z  większego do mniejszego. Stopniowe ale skutecznie do wyrównania zawartości. Niby taki zwykły proces fizyczny a ma duży wpływ na codzienne życie.

Miałem wielki przywilej uczyć się swojego zawodu u Nauczyciela i Mentora. Coś co w obecnej sytuacji młodych lekarzy jest tylko pobożnym życzeniem.

Mój Nauczyciel dr. Jan Lasota był zawsze blisko nas, młodych lekarzy. Czuł się pomiędzy nami dobrze utrzymując stosowny dystans i korzystając ze wszystkich praw Ordynatora dla naszego dobra.  Potrafił wypunktować  błędy, ukarać w sposób motywujący  do wyciągnięcia wniosków ale i pracować jak równy z równym na ciężkim calodobowym dyżurze urazowym.
To właśnie w nim zobaczyłem lekarza, człowieka – znanego w bielskim świecie medycznym, który potrafił w sposób niesamowity nawiązywać kontakt z ludźmi ubogimi, zagubionymi i wykluczonymi. Potrafił uczyć i prowadzić  cierpliwie podczas zabiegu operacyjnego krok po kroku, dodając otuchy i motywując do coraz większych wyzwań.
Jego świat zazębiał się ze światem naszych rodzin o których wiedział prawie wszystko. Tworzył to co szumnie nazywa się atmosferą, a tak naprawdę było przekazywaniem swojego doświadczenia, czasu i serca młodym ludziom.
Chociaż minęło tak wiele lat od jego nagłej śmierci, do dzisiaj nasze dorosłe  dzieci wspominają prywatne spotkania z  Doktorem. Wędki i obiektywy sprezentowane  przez niego są do dzisiaj pamiątką po człowieku, który zarażał innych swoimi pasjami, a miał ich bardzo wiele i bardzo interesujących.
Osiemnaście lat pracy u boku takiego Ordynatora dało mi więcej niż niejedna mądra medyczna książka. Pomaga mi do dzisiaj w mojej pracy to czego przez osmozę nauczyłem od Niego.
Widziałem jak potrafił cieszyć się jak dziecko z udanej trudnej operacji i przeżywać głęboko przegraną walkę o życie pacjenta. Trudno zapomnieć mistrzowsko opowiadane  historie z dziejów  bielskiej medycyny  gdy wspólnie zjadaliśmy kanapki ze swojską kiełbasą przygotowane przez panią Nataszę. Widziałem go płaczącego i bezradnego kiedy odchodzili ci których kochał i jak dzielnie radził sobie po stracie ukochanej żony.

Pozostanie  we wdzięcznej pamięci  zaufanie którym obdarzał nas, młodych lekarzy gdyż czuliśmy się prze to bezpieczni i zauważeni.
I mógłbym tak bez końca opowiadać o Doktorze. Wielu z nas, bielskich ortopedów zawdzięcza Mu samodzielność w pracy, wiedzę medyczną i piękne wspomnienia, ale przede wszystkim pozostał dla mnie nauczycielem ludzkiego podejścia do pacjenta, bez wartościowania go w  jakikolwiek sposób.
Wiele jego cennych i trafnych powiedzonek  (nie wszystkie możliwe do zacytowania w tym wpisie) pomogło mi w  mojej praktyce lekarskiej i w normalnym życiu.
Mieliśmy przywilej, uczyć się od  Nauczyciela. Pozostał dług wdzięczności który chyba należy spłacać okazując serce i czas młodym rozpoczynającym karierę  lekarzom.
Może chociażby przez osmozę… Zawsze jest ktoś kto może się od nas czegoś nauczyć. Warto sprawdzić czego uczymy innych.

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 29 Grudzień, 2011

Czas zacząć myśleć o życzeniach noworocznych, bo nieuchronnie zbliża się dzień Sylwestra.

Chcąc nie wpaść w schematy zastanowiłem się nad mijającym rokiem stwierdzając że to był kolejny dobry rok,w którym działo się więcej dobrego niż złego.

Szok! Nawet nie było na co ponarzekać.

Zniknęło wiele napięć, przybyło wielu ciekawych ludzi wokół nas. Czas zweryfikował starych przyjaciół, pokazując że lepiej mieć ich mniej i wypróbowanych, niż wielu plastikowych i z urzędu. Wiem i czuję coraz wyraźniej że wszystko co dotyczy mojego życia bardzo interesuje Pana Boga.

A w sposób szczególny przekonywał mnie przez ten miniony rok, że troszczy się bardzo o moją żonę, dzieci, rodziców i o mnie.

I dalej nie wiem czego sobie życzyć… chociaż!

Nie tracić z oczu Jezusa…

Tak! Tego życzę sobie i moi najbliższym.

 

Kategoria: Anlee  | 2 Komentarze
Autor: Andrzej
• czwartek, 29 Grudzień, 2011

To chyba jest zwyczajna historia. Zwyczajna bo dotyczy codziennego życia i pracy. Szumnie można to nazwać powołaniem, a to przecież zwykła praca lekarza w oddziale onkologii.

Dzień za dniem, tragiczne dla pacjentów i ich rodzin informacje, pytania o rokowanie, o to ile pozostało jeszcze czasu? Ogromna kondensacja złych wiadomości na metr sześcienny.

Przez tych lat dwadzieścia pięć noszone wszystkie lęki i cierpienia pacjentów w jednym Wielkim Sercu. To nie jest tak, że wychodząc z pracy zamyka się drzwi za pacjentami i basta. Z nimi się w myślach rozmawia, o nich się myśli, o nich się boi.

I są też ich najbliżsi: dzieci, małżonkowie, rodzice, przyjaciele – samotni, zdruzgotani,wystraszeni… dla których wieść o nowotworze jest jak granat wrzucony do mieszkania.

Bywam świadkiem tych rozmów i wiele się uczę podziwiając siłę której bym w sobie nie wzbudził, bo nie mam takiego serca i miłości do ludzi.

Towarzyszenie do końca to rzecz jasna obowiązek lekarza, ale to towarzyszenie później wykracza poza medycynę i wchodzi w metafizykę.

Tam dopiero zaczyna się weryfikacja powołania do służenia innym.

Przytulenie dziecka podczas pogrzebu młodej, pięknej mamy. Rozmowy z synami którzy tracą ukochanego tatę, pocieszanie rodziców którzy tracą jedyne dziecko, zachęcanie do przebaczenia krzywd, nawracanie się do Boga w chwilach ostatnich, słuchanie niejednej wstrząsającej i skrywanej przed innymi historii życia

Wielokrotnie miałem za złe, że tyle spraw dotyczących  pacjentów zajmuje nasze wieczorne rozmowy, ale bilans służby sercem na dłuższą metę jest powalający.

Przyjaźnie z rodzinami tych którzy odeszli, telefony w sprawach życiowych od dorastających synów zmarłych pacjentów, opowieści dzieci o tym że mama zdążyła zobaczyć je przed ołtarzem, rozmowy i łzy wzruszenia wspólnie wylewane po wielu latach to ogromna nagroda.

I choć często bywam surowy i krytykuję taki sposób emocjonalnego zaangażowania w pracę to wiem że tak już będzie do końca, bo inaczej moja Basia nie potrafi. Podziwiam ją za to i wiem że źródłem tych sił jest miłość do Jezusa. Dumny jestem z tego że jestem świadkiem i uczestnikiem tak wielu niezwykłych wydarzeń i że mam tak niesamowitą ŻONĘ. (I Love You)

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 16 Grudzień, 2011

Ciekawe jakie będą te Święta?

To pytanie pojawia się dosyć często pod koniec roku.

Będą – ta fakt, a jakie to zależy od nas.

Cieszę się, na spotkanie z rodziną, na rozmowy, wygłupy z Pawełkiem. Na zabawę kolejką która czeka na niego ukryta przed jego wścibskimi oczkami.

Czekam i ciesze się na nasze ulubione tempranillo i wspólne śpiewanie.

Wiem jakie będą Święta !

I jeśli tylko będzie mi dane dożyć to będę się starał żeby były piękne, spokojne i błogosławione przez Tego który Narodził się w Betlejem.

Świeckie tradycje mnie nie interesują.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 14 Grudzień, 2011

Mój grudzień 1981 roku był mroźny do bólu stóp, kiedy wracając z szumiąca głową w nocy mijałem smutnych żołnierzy na ulicy Piastowskiej.

Ryzling i poezja jeszcze szumiały w głowie ale refleksja nad tym co się rozpoczęło przychodziła za każdym zmilitaryzowanym skrzyżowaniem.

Potem było już tylko gorzej, kiedy nie wiedząc dlaczego nie mogłem dojechać na stancję autobusem koło kopalni Wujek. Pozostał tylko gorzki sprzeciw i kolorowy charakter dwudziestolatka ze studenckim „wspomaganiem”.

Ale było się blisko z innymi, było ciepło i była nadzieja na coś nowego. Kilku kolegów nagle „skończyło” studia, rozmowy w czasie zajęć coraz częściej odbiegały od zagadnień medycznych.

Było między studentami coś żywego, świeżego, radosnego i niepewnego.

Przeżyliśmy w końcu przez czas kartek na wódkę i cukier, pólek sklepowych z octem i musztarda jedynie, kolejek za pieluszkami i mlekiem w proszku dla dzieci.

Przyszło nowe, „bogate”, demokratyczne.

Zniknęło to dobro które urodziło się wtedy – wygumowały się bezinteresowność, szacunek, szczera radość z niesienia pomocy innym.

Pamięć jak zwykle płata figle i wzmacnia to co złe  zapominając o tym co dobre… a „medioci” dalej wchłaniają kłótnie i spory „autorytetów” w   TV.

 

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 14 Grudzień, 2011

Nieugaszone pragnienie powoduje lęk, odbiera rozsądek, dezorientuje w drodze. Wiedzą o tym ci, którzy czytali książki o przygodach wędrowców na pustyni.

Pragnienia mogą być róże, od tych fizjologicznych po te społeczne, takie jak pragnienie pieniędzy, dominacji nad innymi, pragnienie kariery zawodowej, uznania przez innych itp. Przekonuję się codziennie że spełnienia tych pragnień nie jest możliwe bo zawsze troszeczkę dalej jest coś nowego, bardziej atrakcyjnego co staje się obiektem pożądania.

Kasa, jej brak lub nadmiar gubi dorosłych i mądrych ludzi jak czarna ospa w czasach zarazy.

Jehowa-Jireh to imię Boga Jahwe które daje nadzieję- Bóg który zaspakaja.

Uspokojone serce i nakarmione przez Boga daje normalne spojrzenie na kasę, pragnienia, pożądliwości i codzienność.

Tak naprawdę wtedy kiedy bardzo czegoś chcę, i upieram się przy tym jak dziecko, zapominam o tym że jedynie z Nim i w Nim jest wszystko co jest mi potrzebne do NORMALNEGO życia.

W USA wykonano badania na dużej populacji i ustalono, że do życia potrzeba człowiekowi stu rzeczy.

Jakich nie wiem , ale nie jest to duża liczba.

Mam tylko wątpliwość czy znalazło się tam miejsce dla tego który Prawdziwie Zaspakaja nasze potrzeby, myśli o nas i bardzo się troszczy.

Jehowa-Jireh – Bóg który zaspakaja.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 08 Grudzień, 2011

Przy drzwiach do sypialni od lat wisiało kryształowe lustro. Wchodząc, wychodząc odruchowo spoglądałem na swoje odbicie i ten nawyk mocno mi się utrwalił.

Niepodziewanie Basia zamieniła miejscami lustro z obrazem „Jezu Ufam Tobie”. Wchodząc do sypialni odruchowo spoglądam w prawo a tam… już nie ja tylko On.

Dobra zamiana, ale dziwienie było wielkie.

Trochę łatwiej jest mi teraz pamiętać o modlitwie.

A lustro… Znajdę jak będę potrzebował.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 07 Grudzień, 2011

Jak nie zmarnować żadnej chwili na bezużyteczność, nicość, nie dając się wkręcić w turborytm współczesności?

Jak wyszukać w tych kilkunastu godzinach  ciągu dnia czas na posłuchanie swoich myśli?

Duża sprawa!

Zrobiłem eksperyment i wypełniłem jeden dzień rozmowami, telefonami, słuchaniem muzy w samochodzie, telewizją i … się wymęczyłem maksymalnie.

Sam na sam ze swoimi, nie koniecznie mądrymi myślami, to czas na regenerację codziennego życia.

To szansa żeby usłyszeć coś więcej i dać szanse Bogu na dotarcie do nas.

Taka chwila bezużyteczności i pozornego nicnierobienia jeśli ma na celu dogadanie się z Bogiem, jest jak łapanie sygnału przez GPS i „przeliczanie trasy”.

 

Zatrzymajcie się, i we Mnie uznajcie Boga „

Psalm 46/11a

 

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 02 Grudzień, 2011

Zakochani

Spotkani przypadkowo, idący obok siebie zakochani, roześmiani.

Moi przyjaciele. Nie przyznałam się, że ich widzę, że patrzę z podziwem na nich .

Razem tyle lat, nigdy nie słyszałam od żadnego z nich nic złego o tym drugim.

Miłość i troska.Razem zawsze razem.

Kobieta dostojnie i dumnie krocząca obok męża, dla którego jest piękna i najważniejsza.

To o Niej pisze wiersze, dla niej żyje, zmienia się .To o Nią się modli każdego dnia.

On dla Niej  też jest najważniejszy , jedyny, ukochany.

To dla Niego gotuje i dba o kwiaty, prasuje koszule.

Ciągle młodzi i piękni.Wpisani w nasze życie.Zawsze gotowi do pomocy, gdy jej potrzeba.

Podglądam tą miłość i przyjaźń na ulicy 11 listopada i stoję cichutko, by niczego nie spłoszyć, w zachwycie.

Dobrze Was znać , kochać i mieć w swoim gronie .

Niech Wam Bóg błogosławi swoją łaską i miłością przez długie lata.

Małgosi i Jarkowi

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 02 Grudzień, 2011

www.klubtaty.pl

Autor: Andrzej
• piątek, 02 Grudzień, 2011

Dziewczyny kupiły dywan, kolejny, bez uzgodnienia, trochę tylko tani. Znowu trzeba będzie trzepać, uważać żeby nie zbrudzić bo biały. Jeszcze kilka argumentów znalazłem przeciwko nieoczekiwanemu zakupowi.

Ale nagle…

Wpada mały Pawełek chwyta mnie za rękę i krzyczy:

  • Tatka mamy piękną wyspę, będziemy się bawić 

Najpierw powoli jak żółw ociężale” ruszyłem na podłogę do zabawy „w wyspę”.

Mięły trzy godziny i przez ten czas byliśmy: piratami, strażakami, kolejarzami, malarzami, rozbitkami na tratwie i niewiadomi kim jeszcze. Ale najważniejsze że byliśmy kolejny raz dwoma dzielnymi towarzyszami przygód a co dziwne – nie zmęczonymi wcale.

A ten dywan?

Fajny, miękki, ciepły – nie najgorszy w sumie.

Zyskałem trzy fajne godziny z synem – dzięki dziewczyny MOJE!

Autor: Andrzej
• czwartek, 01 Grudzień, 2011

Wyjeżdżając rano do pracy po kilkudziesięciu metrach wjechałem w mgłę która znacznie ograniczała widzialność. Jechałem wolno i ostrożnie mecząc się rozproszonym światłem  reflektorów innych samochodów. Każdy kilometr stawał się coraz trudniejszy – ale to przecież normalne zjawisko o tej porze roku. Kiedy już prawie z nosem na szybie pokonywałem z szaloną prędkością 30 km/h dystans do pracy olśniła mnie myśl :WYCIERACZKI!

I to było genialne – w momencie włączenia wycieraczek mogłem niezauważone wcześnie drobne kropelki mgły usunąć z szyby – i pędzić 50 km/ h.

Przez dłuższy czas nie zauważyłem, że widoczność przez drobne kropelki  utrudniają mi ocenę drogi i komplikują jazdę.

Zauważyłbym oczywiście wielkie, rzęsiste krople od razu, ale mgiełka mnie zmyliła.

Takie małe kropelki potrafią niepostrzeżenie pokryć sumienie i serce. I nie wiadomo wtedy dlaczego tak w życiu ciężko i pod górę, i dlaczego inni się czepiają.

Czasem ktoś życzliwy musi powiedzieć: włącz wycieraczki!

I to nie po to żeby dokuczyć, ale żeby więcej zobaczyć. Ale decyzja i tak należy do kierowcy.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 30 Listopad, 2011

Znaleźć się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu to sztuka nie lada. Taką umiejętność posiadał Andrzej Apostoł. Trzykrotnie na kartach Ewangelii  znajdował się  w odpowiednim .

Nie znamy go z działalności wśród tłumów ale ze spotkań z ludźmi, których  przyprowadza do Jezusa. Tak było  z przedstawieniem Jezusowi swojego brata Piotra, tak było ze zalezieniem chłopca  z pięcioma bochenkami chleba i dwoma rybami po których zaczęło się jedno z najbardziej znanych cudownych zdarzeń.

Lubię Andrzeja Apostoła bo wielokrotnie swoim przykładem zachęcił mnie do zwrócenia uwagi na jednego, pojedynczego człowieka,  którego Jezus może zmienić i przez niego pomagać innym.

I właśnie teraz ta metoda docierania z Ewangelią  do innych, poprzez zwrócenie uwagi na jednostkę, wydaje się bardzo sensowna i  skuteczna.

Być może Szymon Piotr bez zachęty ze strony Andrzeja Apostoła nie spotkałby Jezusa, być może tego chłopca nikt by nie odnalazł gdyby nie gotowość  mojego patrona do zwracania uwagi na człowieka.

Gdzie są liczby, wizje, dokonania ewangelizacyjne Andrzeja? – nie wiem.

Na kartach Ewangelii zapisał się jako człowiek pierwszego kontaktu kierujący napotkanych do Jezusa.

Zginął śmiercią męczeńską jak większość towarzyszy Jezusa, ale śmiem twierdzić że nie zmarnował tego daru jakim była łatwość nawiązywania kontaktu i osobista relacja  z ludźmi.

 

 Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?” Ewangelia Jana  6/8

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 21 Listopad, 2011

Słowo Kryzys nabrało teraz znaczenia ogólnoludzkiego. Można by sądzić, ze jedynej rzeczy jakiej teraz się boimy to – kryzys. Wmówiono nam dosyć skuteczniej że największym skarbem jaki posiadamy są : praca, oszczędności, surowce, akcje, ocena wypłacalności, wiarygodność finansowa. Nasz prawdziwy skarb skurczył się do tego co mamy na koncie,w portfelu i w finansowym zabezpieczeniu na starość.

Historia wielokrotnie w czasie wojny, w latach powojennych, czy w trakcie ponurej komuny pokazywała wartości które trudno było wiązać z pieniędzmi i bogactwem, a dawały zadowolenie, solidarność miedzy ludźmi i rzadką obecnie cechę jaką jest umiejętność cieszenia się z tego co jest wystarczające do skromnego życia.

I nie jest to apoteoza tych ciężkich lat, ale refleksja nad prawdziwym kryzysem serc i umysłów.

Słuchając pierwszych płomiennych kazań Jana Pawła II zwróciłem uwagę na zdanie nadal bardzo aktualne.

Zagniewany głos „świeżego” Papieża mówiący że:”… receptą na zdrowe społeczeństwo jest zdrowa rodzina, bez akceptacji i zgody na wynaturzenia.”

To chyba najkrótsza diagnoza i lek dotyczące prawdziwego kryzysu, który dotarł głęboko do naszych rodzin, małżeństw i jak fala tsunami przetacza się przez serca Polaków, szczególnie tych młodych.

Gościnność, bezinteresowność, hojność, współczucie mogą stać za niedługo hasłami do odnalezienia tylko w Wikipedii, chyba że przestaniemy się dać wkręcać propagandzie że nasz problem to sprawa ilości posiadanej kasy.

Historia trudu, normalności i poświecenia wzajemnego w trudnych dla Polaków czasach, jest dla mnie osobiście zachętą do rezygnacji z uczestniczenia w politykierskich rozmowach na tematy uznane jako obowiązkowe.

Żadnego kryzysu nie rozwiąże się bez zdrowych, normalnych małżeństw i rodzin bo w nich  rosną ci którzy będą rządzić Polską w czasie emerytury mojej i moich dzieci.

Jest o co walczyć chociaż teraz w mediach króluje kaszana.

 

 

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 17 Listopad, 2011

Zauroczyło minie jedno z piękniejszych jezior kalderowych którego fotografia stała się dla wielu podróżników impulsem do rozpoczęcia podróży życia. Crater Lake w stanie Oregon – błękitne, krystaliczne, urokliwe i najgłębsze w USA.

Przed laty był tutaj groźny wulkan, który swoimi erupcjami siał spustoszenie i strach.

A teraz… Cisza, piękno, odpoczynek czas na zachwyt. Miejsce dla wielu magiczne.

 

Świadkowie ostatniej erupcji tego wulkanu nie mogli mieć świadomości jakie piękno po tysiącach lat pozostanie z groźnego wulkanu. Ale czas tego dokonał. Cierpliwy deszcz dał wodę, groźny wulkan miejsce. Groźnie i nieprzyjazne stało się piękne i pełne spokoju

 

Bardzo często nasze serce wygląda jak wulkan- groźny, niszczący, głośny. Ale dzięki Łasce może zamienić się w miejsce piękne, spokojne i ciche.

Nie byłoby tego pięknego miejsca gdyby nie erupcja 8000 lat temu.

 

Czasem trzeba zrobić radykalny krok w życiu, mając pewność że Bogu to się podoba, żeby po jakimś czasie doświadczyć uspokojenia i ciszy. Ważne decyzje dotyczące naszego życia i naszej rodziny są pod szczególna opieką Pana Boga.

Warto z Nim o tym rozmawiać i nie bać się odważnych decyzji do których zachęca nas  Bóg w modlitwie.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• wtorek, 15 Listopad, 2011

-Tatka boję się, śniło mi się coś brzydkiego! 

-A co Pawełku?

-Piraci wywiesili flagę w naszym pokoju.

 

Przytulony zasnął spokojnie dopiero po jakimś czasie. Ja też zasnąłem i po chwili znalazłem się w krainie koszmarów i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Obudziłem się spocony z mocno bijącym sercem, dziękując Bogu że to tylko sen a moi bliscy są bezpieczni i blisko mnie.

 

Przy śniadaniu opowiadaliśmy sobie nasze sny, pocieszając się wzajemnie i solidarnie uśmiechając.

Jak dobrze że po nocy jest poranek i możemy nawet w takich sytuacjach sobie pomagać.

 

Uspokoiło się serce Pawełka bo usłyszał że tato też czasem się boi, ale wystarczy pogłaskać po głowie i tato zasypia znowu spokojnie.

Ta przyjaźń działa naprawdę, w sposób praktyczny- w dwie strony.

Autor: Andrzej
• poniedziałek, 14 Listopad, 2011

Młodzi chociaż już nie młodzi. Z doświadczeniami którymi mogliby obdarować tłumy rówieśników. Pośród tatuaży, niekonwencjonalnych strojów i fryzur – żywa, delikatna materia Ducha i życia. Maski spadają od razu kiedy czują zainteresowanie swoja osoba i wyczują chęć normalnej rozmowy. Mam wyobraźnię dosyć rozwiniętą, ale to co usłyszałem przerosło ją mocno .

Ich inność woła o zainteresowanie. Ciepli, szczerzy, wsłuchani i… pogubieni.

Wystarczyła chwila życzliwej rozmowy żeby wódka odeszła na plan dalszy i zmieniła bieg imprezy.

Małe wesele, w małej miejscowości pokazało nam z Basią, jak bardzo bliscy są nam młodzi ludzie. Jak mało jeszcze kochamy traktując powierzchownie tych którzy swoja innością wołają o pomoc.

Tak dobrze przecież rozmawia się z miłymi, uprzejmymi i porządnymi, ale dookoła ich coraz mniej – więcej tych pogubionych, bez perspektyw i celu w życiu

Przestałem lekceważyć te impulsy serca które kieruję moje kroki w ich kierunku. To Prawdziwi poszukiwacze Sensu!

Był czas że moje rozchwiane życie dzięki prostemu Słowu wróciło na drogę Pokoju.

Obiecuję wam troskę – Przyjaciele!

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 04 Listopad, 2011

Zainteresowały mnie koleje losów apostołów po wydarzeniach opisanych w Dziejach Apostolskich. Szukając w różnych źródłach, pytając mądrych ludzi nie łatwo było dotrzeć do historycznych źródeł które o tym mówią. A przecież życie świadków działalności Jezusa trwało nadal i ich praca nie skończyła się wraz z ostatnią strona Dziejów Apostolskich.

Większość z nich, głosząc Ewangelię w różnych stronach świata cierpiała prześladowanie, niezrozumienie i niewygody. Wszyscy zginęli w sposób tragiczny. I trudno mi przyjąć tak spokojnie do wiadomości, (moja ludzka wrażliwość na ból tego nie przepuszcza), że można dać się ukrzyżować, rozerwać końmi, poćwiartować bez bólu, cierpienia i bez spierania się z Bogiem.

Czas Ewangelii i Dziejów Apostolskich to czas znaków, cudów w świetle  ówczesnych jupiterów. Czas misji to samotność, zapomnienie, cierpienie.

Czy jest w tym logika?

Ludzka logika domaga się orderów, pamięci, docenienia – ale tu, za życia.

Boża logika każe zapomnieć o sobie, i słuchać Bożego głosu w miejscu do którego Bóg posyła na misję.

A tam najczęściej nie ma kamer, mikrofonów i zasłuchanych uśmiechniętych tłumów. Jest natomiast praca, wyrzeczenia i inny wymiar Radości, Sensu i Celu z pomocą Ducha Świętego.

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 03 Listopad, 2011

Wielu rzeczy bym w życiu nie robił gdyby nie „ nadzwyczajny zwrot akcji” naszej rodziny w 2007 roku.

Mały obywatel skutecznie zrewolucjonizował życie naszego małżeństwa, ale także życie naszych dorosłych już dzieci.

Wydawać by się mogło że nasz rytm życia jest nie do zmieniania, ale jakże to było złudne.

Odkrywanie świata przez przedszkolaka to nic w porównaniu z naszymi, dorosłymi odkryciami rzeczywistości rodzicielskiej.

  • Szuranie liśćmi – nowy sport dla taty, mamy i Pawełka. Bitwa na żółtozłote liście- to jeszcze nie dyscypliny olimpijskie ale może za niedługo…
  • Break dance i hip-hop do tekstów wymyślanych przy zabawie klockami lego.
  • Slalom na desce do prasowania czy szachy w stylu dowolnym, miłość do nietoperzy – to tylko nieliczne warsztaty które nam mały instruktor nam zafundował.

Świat się śmieje, a my z nim. Tylko nie wiem kto tu się bardziej bawi?

Kochamy Cie Pawełku!

Autor: Andrzej
• czwartek, 27 Październik, 2011

Lubię świeże pachnące bułki z pobliskiej piekarni, szczególnie te dobrze wypieczone. Ich zapach potrafi zmusić największych śpiochów do wyjścia z łóżka w sobotni poranek.

Miękkie, pachnące i smaczne. Jutro będą wczorajsze i już nie takie dobre. Można by domowymi sposobami je „odświeżać” ale to nie to samo.

 

Codzienna porcja Bożej obecności, doświadczanej podczas osobistej modlitwy jest trochę jak te bułki. Świeża, sycąca i zachęcająca. Wczorajsza modlitwa nie smakuje tak jak dzisiejsza. Bo tylko ta bieżąca ma wyraźny smak życia i nasyca dzień.

Można żyć od niedzieli do niedzieli bez modlitwy, albo jeszcze rzadziej do niej sięgać i wspominać piękne modlitewne uniesienia.

Pachnące pieczywo musi być świeżę.

Pachnę NIM kiedy w Nim trwam – codziennie.

Nie chcę być sucharkiem!

Kategoria: Anlee  | Jeden komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 26 Październik, 2011

Gdybym miał Konstantego zapytać o radę

co robić by dystans zachować do życia

ziewnąłby tyko dyskretnie

i rzekłby : postawisz pan małą kawę?

 

-Bo życie po prostu jest w cenie

-a cena jest bardzo wysoka!

-Więc trzeba się brać za nie z głową

-nie stracić Pasterza z oka.

 

z wdzięcznością K.I Gałczyńskiemu

Kategoria: Sztuka  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 26 Październik, 2011

Przychodzi taki czas że wodzowie tracą rozsadek i poczucie rzeczywistości. Opozycję i głosy sprzeciwu przyjmują jako głos niedopuszczalnej krytyki której przestali słuchać. Błędy PiS-u i PO pokazują jak szybko z kolegów, towarzyszy, przyjaciół wyrastają konkurenci, wodzowie i bezlitośni przełożeni.

Jest to choroba wszystkich formacji, politycznych, samorządowych i również religijnych.

Czas wspólnego dzielenia i biedy, walki o ideały zamienia się na funkcje, zależności i bezduszne rozwiązania statutowe.

Przyjaźnie i wspólna praca odchodzą do lamusa bezużytecznych mglistych wspomnień.

Widziałem przyjaciół którzy zmieniali się w dowódców, liderów gumując skutecznie kawał dobrej wspólnej pracy.

Szukam odpowiedzi na pytanie: gdzie zaczyna się ta cieniutka  granica „ wodzowania”,  którą tak chętnie wielu przekracza burząc dobre relacje, przyjaźń i pracę. Wódz nie zawsze jest bohaterem.

Czy ludzie na czele nie powinni być sługami innych?

( Tak tylko pytam, bo gdzieś to czytałem :)


Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym.  Ewangelia Marka 10/43
Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 26 Październik, 2011

Bądź spokojny jak ocean” zdarzyło mi się kilkakrotnie kończyć rozmowy dotyczące życiowych zawirowań tym frazesem. Dopiero podczas niedzielnego słuchania kazania uświadomiono mi głęboki ( i nie jest to przejęzyczenie) sens spokoju ( Pokoju) który daje Bóg.

Boży Pokój przewyższa wszelki umysł – jak czytamy w Ewangelii. Jest ponad nasze zrozumienie i ponad nasze ludzkie możliwości wykreowania go.

Ocean wzburzony i niebezpieczny na powierzchni, jest cichy i spokojny w swojej głębi. Nic co dzieje się na powierzchni  nie jest w stanie poruszyć jego wnętrza – bo taka jest jego istota. Choć mało tam światła i kolorów to jest stabilny i spokojny.

Boży pokój nie tylko dotyka, ale również może towarzyszyć podczas wielkich życiowych burz, nieszczęść, niesprawiedliwości – bo jest ponadnaturalny, strzeżony i dany  przez Stwórcę.

„Serce jest niespokojne dopóki nie spocznie w Bogu”– czyżby św. Augustyn miał życie usłanie różami?

Dziękuję Bogu za chwile w których było mi dane sprawdzić, że głęboki pokój serca jest możliwy pomimo burz i nawałnic dookoła.

O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!
A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

List do Filipian 4/7

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 24 Październik, 2011

Modlący się wspólnie mężczyźni to na nieszczęście polskiej rzeczywistości wielka rzadkość. Wołający do Boga faceci, proszący o mądrość, wrażliwość i wizję -poruszają tych którzy słyszą ich potężne głosy w śpiewie i modlitwie.

Modlitwa która porusza, ale też mobilizuje do zwarcia szeregów o przyszłość naszego miasta, naszych rodzin i narodu. Być może podobnie jak wojsko Jozuego trzeba głośno i wyraziście opowiadać się po stronie Boga Zastępów aby mur obojętności, jałowości i braku wizji dla mężczyzn runął z hukiem i stał się dla wielu znakiem odnowy.

Potrzeba modlących się mężczyzn – tych którzy modlą się na kolanach w samotności ale i tych którzy zachęcają swoją odważną głośną modlitwą, innych.

Im więcej jałowych dyskusji tym mniej nadziei.

Im więcej modlitwy tym bliżej Źródła.

Modlący się mężczyzna to facet odważny, bo wie że idzie na przekór „współczesnym, nowoczesnym trendom” – a to kosztuje. Dołącz!

 

Kategoria: Anlee  | 3 Komentarze
Autor: Andrzej
• piątek, 21 Październik, 2011

Chcę Cie trzymać za rękę

do chwili najważniejszej

w Nieskończoność !

 

Basi

Pod wrażeniem historii:

http://www.tvn24.pl/-1,1721501,0,1,72-lata-malzenstwa-umarli-trzymajac-sie-za-rece,wiadomosc.html

 

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• czwartek, 20 Październik, 2011

Pośród kłótni, zajadłych dyskusji po zakończeniu wyborów zacząłem się zastanawiać w jakiej RP chciałbym żyć. Czy w III czy może w IV RP. Argumenty na rzecz którejś z opcji rozmyły się w ogniu sporów, oskarżeń i coraz większego dystansu.

Chyba tak naprawdę nie chciałbym żyć w żadnej z nich – chociaż muszę. Bo w każdej strasznie ciasno i brakuje spojrzenia w Niebo. Kraj w którym ludzie wierzący lub deklarujący wiarę tak wiele zrobili dla obalenia komuny, marnuje siły na pyskówki i pułapki na siebie.

Moja wymarzona RP to być może V-ta , lub VI – ta. Ta w której kocha się Jezusa, zna Ewangelię a Dekalog traktuje serio i praktycznie nim się posługuje. To Polska ludzi mówiących prostym językiem, troszczących się o siebie, pomagający niepotrzebującym, uczciwych – ze świadomością Bożej obecności i opieki.

Być może nasze dzieci, teraz jeszcze małe i nieświadome będą tworzyło coś zupełnie nowego i będą walczyły o inne wartości niż obecna „klasa „polityczna. Modlę się o ich przyszłość bo gorzej chyba być nie może.

Ale wierzę że cud przebudzenia wśród Polaków zaczyna się od pojedynczych serc.

Czy modlisz się o Polskę swoich dzieci i wnuków?

Jak jest twoja wymarzona RP?

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• środa, 19 Październik, 2011

Dwóch lat potrzebowałem na zrobienie w swoich duchowych poszukiwaniach porządku i miejsca na ciszę i wewnętrzną samotność. Do tej pory wypełniony zgiełkiem, pośpiechem i schematami wykluczyłem potrzebę takiej małej komórki na milczenie i słuchanie.

Mój świat odzyskał równowagę w poszukiwaniu osobistej modlitwy.

Lubię te odkrywane zakamarki mojego serca i cieszę z nowo odkrywanych chwil z Bogiem.

Kiedy widzę zasypiającego małego Pawełka w objęciach mojej Basi, to czuję  się tak samo bezpiecznie w Jego ramionach chociaż, świat ani trochę na lepsze  się nie zmienił.

Warto nastawić się na odkrywanie swojego serca i ruszyć na poszukiwania bo Jego miłość jest: „ …ciągle świeża i nowa…” tylko my tacy jacyś schematyczni i zalęknieni!

 

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• wtorek, 18 Październik, 2011

Rok 1984 – nic z Orwella, prosta historia która przypomniała mi znaczenie i wartość symbolu o którym teraz tak głośno.

Koszary pod Częstochową i kilkudziesięciu podchorążych po akademii medycznej, wśród nich ja.

Świeżo upieczony mąż, tęsknicy za domem i ukochaną, na początku poszukiwań swojego powołania zawodowego, depresyjny z poetycka duszą.

A świat koszar tamtych lat to „trepy, trepy,trepy do kwadratu”

nie mające nic do zaoferowania oprócz chęci dogięcia do swojego „poziomu intelektualnego”> szarość, burość i syf – bez przepustek.

I tylko wieczorami w tej bezsensownej matni udawało mi się znajdować chwile nadziei.

Za murem koszarów budowano kościół, z nieukończonymi murami ale stojącym już i górującym KRZYŻEM.

To był mój czas rozmowy z sobą o życiu i jego sensie. Patrzenie w ten krzyż siedząc za murami obskurnych koszar to był ekran wideo na którym widziałem moją żonę,rodziców i miejsca w których tak bardzo chciałem być. Ten krzyż dawał mi światło potrzebne do czytania kieszonkowego ( a raczej zapałkowego formatu) Nowego Testamentu który dostałem od zaprzyjaźnionych protestantów.

To był mój krzyż, pocieszyciel podchorążych.

Po latach poznawania Ewangelii i osoby Jezusa, ten czas spędzony w koszarach postrzegam jako wielki prezent od Boga-kompas na drogę .

Krzyż i jego prosta symbolika jest dla mnie bardzo ważna, muszę więc bronić Jego wartości w sporach które się toczą a  przede wszystkim muszę nadać mu odpowiednią wartość w swoim sercu.

Ten zwykły symbol, zgorszenie dla coraz większej liczby pogubionych w życiu polityków jest dla mnie znakiem Życia, któremu uległem i Temu który na nim umarł chce pozostać wierny, bez względu na to ja bardzo to będzie dla mnie niewygodne.

Ten krzyż pomógł mi znaleźć sens tego co robię i powód dla którego żyję.

TxGoD!

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 17 Październik, 2011

Zabiegany mężczyzno:

czy pamiętasz poranną rosę na bosych stopach?

czy pamiętasz zapach mchu i kolory jesiennego lasu?

czy pamiętasz zapach włosów swojej Ukochanej?

czy pamiętasz zapach papeterii z miłosnym wyznaniem i zasuszonym fiołkiem?

czy pamiętasz śmiech od którego bolał brzuch?

czy pamiętasz kanapkę jedzoną w górach i wzruszenie na widok mgły w dolinach?

czy pamiętasz wspólny, rodzinny, spokojny weekend?

czy pamiętasz zapach Prawdziwego Życia?

 

Zabiegany mężczyzno – dokąd właściwie biegniesz?

 

Proponowane odpowiedzi:

1.Kiedyś wiedziałem, ale kurcze zapomniałem..

2.Życie jest ciężkie, trzeba być najlepszym…

3.Zajechany jestem na maxa i nie mam czasu o tym, myśleć…

4.Nie wiem czy to wszystko ma sens…

5.Muszę coś zrobić ze sobą bo to nie ma sensu!

 

Wybierz pasującą odpowiedź i zaplanuj 30 minut na pobycie sam na sam ze sobą!:D

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• poniedziałek, 17 Październik, 2011

Męski spacer – kolejne jesienne liście zbierane do kolekcji. Ciekawe że tak samo zachwycają  kolorami jak w mojej przedszkolnej młodości. Żołędzie, kasztany, szyszki – nieśmiertelny ekwipunek przedszkolaka i radość z każdego znalezionego grzyba.

Nic się nie zmieniło. Pięćdziesiąt lat temu, za rączkę ze swoimi rodzicami tak samo łapczywie zbierałem kolorowe liście jak podczas sobotniego spaceru z Pawełkiem.

Te same kolory od wieków, ten sam katar i ta sama radość ze wspólnie spędzonego czasu.

Tu nie trzeba nic wymyślać, po prostu ubrać się ciepło i zaplanować wyprawę sam na sam z dzieckiem i zachwycać się Bożą mądrości i logiką obserwując przyrodę i jej piękno.

Niesamowite!

Autor: Andrzej
• piątek, 14 Październik, 2011

Coraz trudniej spotkać ludzi którzy o swoich pasjach mówią błyskiem w oku i z takim przekonaniem że chce się robić to samo.

Taki ogień który rozpala serce i przewartościowuje codzienność. Taki ogień w sobie miał David Wilkerson kiedy mówił o Bożej Łasce i jej konkretnych znakach. Kiedyś mieli go księża tacy jak Franciszek Blachnicki którzy porwali dla Ewangelii wielu młodych ludzi.

Szukam i… spotykam

blisko siebie, w moim domu.

Kiedy moja Basia zaczyna mówić innym o Jezusie to chciałobysie zostawić w wszystko i poświecić się pracy dla Niego…

Pasja drzemie w nas, trzeba nastawić budzik i żyć dla Niego!

Wake up!

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz
Autor: Andrzej
• piątek, 07 Październik, 2011

Wakacje z dorosłymi dziećmi?- Szaleństwo. Trzeba odpocząć i zająć się sobą!”
Poszliśmy na całość- całą rodziną z dziećmi i ich przyjaciółmi w siedem osób wyjechaliśmy daleko w ciepłe kraje.

I był tam czas na odrabianie zaległości, czas na siedzenie w milczeniu i na wspólna lampkę wina i szalone tańce. Mogliśmy popatrzeć na siebie bez pośpiechu, bez studenckiego stresu i gonitwy codziennej.

Było pięknie, bo byliśmy razem – i mimo że już wszyscy jesteśmy dorośli wróciliśmy wszyscy do beztroskiego czasu kiedy nasze rodzinne życie toczyło się w dwóch pokoikach i pachniało szczęściem.

Kocham Was moje dzieci i dziękuje  Bogu za Was!

Autor: Andrzej
• piątek, 07 Październik, 2011

Jeden dzień deszczu i narzekamy na życie na całego. To nic że przez cały wrzesień świeciło słońce i takiego pięknego września wg. meteorologów nie było od 150 lat.

To taka dosyć powszechna cecha. Brak pamięci Piękna i Dobra.

Mieli to też Izraelici którzy widząc cuda i niesamowite znaki podczas wędrówki do Ziemi Obiecanej z błahych powodów zaczęli narzekać i złorzeczyć Mojżeszowi.

Ale zostawmy historię. Spotykam ludzi którzy nie chcą pamiętać dobrych i pięknych chwil w małżeństwie, narzeczeństwie, w domu rodzinnym czy w grupach towarzyskich. Czasem jedno wydarzenie niczym ciemna roleta zasłania światło i piękno przeszłości .

Taka niepamięć „serdeczna” – zapamiętać zło i krzywdę, nie pamiętać dobra i piękna.

Piękny był ten wrzesień, piękne były wakacje bo… wydarzyło się tak wiele co nas cieszyło, pozwoliło odpocząć, uchroniło przed biadoleniem.

Kampania wyborcza to taki najlepszy przykład przewrotności ludzkiej pamięci. Gdyby kierować się tym co wypływa na powierzchnię medialną to można by pomyśleć że polityka polska opiera sie na wariatach, przestępcach i manipulatorach. Zapominany że wielu z nich, nawet ci najbardziej nielubiani mają w swoim życiorysie karty piękne, bohaterskie i bolesne, które dzielili razem walcząc o wolną Polskę.

Ale czy to takie ważne kiedy doraźny partyjny cel każe dezawuować, opluwać, podjudzać i kształtować elektorat na „mediotów” dający się manipulować dosyć skutecznie.

Czy naprawdę nie pamiętamy pięknego, ciepłego, słonecznego września. Odpoczynku na leżaku, basenie, lampki białego wina w upalny dzień.

No było pięknie!

 

P.S Zastanawia mnie, dlaczego ludzie którzy przeżyli okropności II wojny światowej tak bardzo zapamiętali 1 września 1939 jako przepiękny słoneczny dzień?

Czyżby tylko takie tragedie przywracały nam pamięć piękna i Bożej Łaski?

 

Kategoria: Anlee  | 2 Komentarze
Autor: Andrzej
• czwartek, 06 Październik, 2011

Zbieram winogrona ze swojej małej winniczki – bo już czas na zbiory. Chronione przed szpakami, ciemnogranatowe owoce kuszą słodyczą i dorodnymi kiściami. Ale nie wszystkie są słodkie, nie wszystkie są pięknie wybarwione.

Te które odsłoniłem przycinając niepotrzebne gałązki nabrały wartości i piękna. Te rosnące w gąszczu, bez słońca dalej są cierpkie.

Uwielbiam zbierać te nagrzane słońcem i pękające z obfitości soku grona.

Dałem im szanse, przycinając i zwiększając ilości ożywczego światła. To pierwszy taki obity rok.

Teraz zrobię z nich dobry użytek krok, po kroku.

Zbierając winogrona, przypominałem sobie ostatnie teksty z czytań liturgicznym mówiących o winnicy. Samo nie urośnie. Trzeba dbać, przycinać, doglądać, osłaniać przed szpakami. Codziennie, systematycznie obrywać pleśniejące, nawozić kiedy trzeba.

 

Czego mnie nauczyło moje winobranie?

Poddać się temu który chce abym wydał dobry, soczysty, słodki i piękny owoc.

Pielęgnować to co Jemu zawdzięczam i dzielić się tym z innymi.

Nie uciekać do cienia.

 

Panie Jezu, chce być Twoja latoroślą! Na zawsze, …awsze,…awsze!

Kategoria: Anlee  | Zostaw komentarz